Recenzja Bang & Olufsen BEOPLAY H9i. Małe zmiany, wielkie różnice.

Recenzja Bang & Olufsen BEOPLAY H9i. Małe zmiany, wielkie różnice.

Recenzja Bang & Olufsen BEOPLAY H9i. Małe zmiany, wielkie różnice.

0

Prywatnie B&O H9 to moje ulubione bezprzewodowe słuchawki nagłowne. Doceniam je szczególnie za wykonanie, materiały oraz oczywiście dosłownie krystaliczny dźwięk o sporej dynamice. Kiedy oficjalny polski dystrybutor, firma Horn.eu przesłała mi ich następcę, czyli H9i w pierwszym momencie poczułem rozczarowanie. Na pierwszy rzut oka nowy model, to stary model. „Kur…! Oni też?” – myśląc o tym, co zaoferowało nam Apple w iPhone XS względem X.

Nie wiem czy też to zauważyliście, ale co raz częściej producenci różnego rodzaju sprzętu serwują nam urządzenie niemalże identyczne jak poprzedni model (wystarczy spojrzeć na iPhone’a XS) jednak w znacznie bardziej okazałej cenie. Coś tam „dokleją” funkcjonalnie, w praktyce niemającego większego znaczenia i dalej odcinają kupony wyciągając od nas pieniądze. Model H9i na pierwszy rzut oka wygląda dokładnie tak samo jak poprzednie słuchawki Bang & Olufsen H9. Skok na kasę?

Nic bardziej mylnego! I niech Was nie zwiedzie niemal takie same opakowaniu i zawartość zestawu. Niemal taki sam wygląd i użyte materiały. Równie wysoka cena jak za poprzednie. To tylko pozory. To, że Duńczycy sprzedają następcę w o tak zbliżonym wzornictwie i w niezmienionej konstrukcji pokazuje tylko jak wielce udanym modelem jest H9. Jednak trzeba uczciwie to przyznać – Bang & Olufsen H9i to zupełnie inne słuchawki. Wystarczy przyjrzeć im się bliżej.

Pierwsze wrażenie?

Po rozpakowaniu paczki chwilowa konsternacja. Duńczycy pragną mnie chyba nabić w butelkę za moje ciężko zarobione pieniądze chcąc mi znów sprzedać te same słuchawki różniące się jedynie grafiką na opakowaniu i dodaniem literki „i” przy oznaczeniu modelu. Jakby chcieli podkreślić, że jest to model dla iDiotów, którzy kupią wszystko to, co ma logo B&O. Mając jednak przecież swoje H9 i mogąc je porównać na gorąco, powoli zacząłem dostrzegać, że chyba jednak zbyt pochopnie i szybko je oceniłem i nie doceniłem tego, co w tym modelu się wydarzyło.

Po chwili dobrze widać, że te małe zmiany, których dokonano, powodują wielkie różnice. I to nie tylko te zmiany związane z komfortem noszenia słuchawek na głowie, ale także te potęgujące dźwiękowe doznania, które mogą nam teraz towarzyszyć dłużej, szybciej i w pełni funkcjonalnie. Dla Was mogą to być, póki co zwykłe frazesy, jednak już śpieszę z tłumaczeniem co mam przez to do powiedzenia.

 

Zacznijmy jednak od zmian konstrukcyjnych

Zmiany w B&O H9i najłatwiej dostrzec dopiero, gdy mamy możliwości porównania ze sobą obu modeli. Nowe słuchawki mają bardziej smukłe nauszniki. Wciąż obszyte prawdziwą, delikatną jagnięcą skórą, co ma niebagatelny wpływ na komfort podczas długotrwałych odsłuchów. Skóra głowy nie przegrzewa się, oddycha, nie poci.

Można korzystać z zestawu przez długie godziny i nie czuć zmęczenia ich użytkowaniem. Porównując oba zestawy wyraźnie czuć, że model „i” sprawia mniejszy ucisk na uszy i głowę wpływając na wygodę.

Duńskim inżynierom udało się uzyskać ten jakże trudny do uzyskania kompromis między dociskiem, a komfortem. Wydawało mi się, że efekt tej cienkiej granicy uzyskano już w H9. Gdzie tam. H9i to zupełnie inny poziom wygody.

Pady to jednak największa widoczna różnica z zewnątrz. Chyba, że ktoś jeszcze dostrzegł zmianę farby, którą namalowane są logotypy na muszlach. Są jednak także te bardziej subtelne. Przeprojektowano przełącznik uruchamiania słuchawek i połączenia Bluetooth. Zmieniono nacięcia kanałów mikrofonów i dodano nowe, wymagane do prawidłowej pracy zupełnie nowego, przeprojektowanego trybu aktywnej redukcji szumów ANC, znany chociażby z testowanych przez nas słuchawek Bang & Olufsen E8.

Także port ładowania dostosowana do obecnego trendu zastępowania microUSB na rzecz nowego USB typu C. Słuchawki całe szczęście nadal można używać nie tylko w trybie bezprzewodowym, ale także przewodowym za pomocą portu JACK i dołączonego kabla JACK-JACK do zestawu. Różnica względem H9 jest jednak ogromna. W H9 nie można było używać trybu ANC na przewodzie. W H9i można i to jest świetna wiadomość! Te wszystkie zmiany mają swoje odzwierciedlenie w funkcjonalności i tu dodam dla podgrzania temperatury, że są to zmiany na plus.

 

Funkcjonalnie to zupełnie inne słuchawki

Przede wszystkim bateria jest znacznie bardziej wydajna, co przekłada się na realnie wydłużony czas pracy na pełnym naładowaniu o 4 godziny (z 14 do 18). Nie wiem czy dokładnie 18 godzin słuchawki pozwalają grać po ich naładowaniu, ale różnica w częstotliwości ładowania dla mnie jest wyraźna, co podczas mojego ostatniego użytkowania po H9i prywatnych „hadziewiątek” zwróciło moją uwagę, niestety na niekorzyść mojego zestawu. To jednak nie wszystko – 24 godziny pracy uzyskamy podłączając słuchawki kablem do źródła dźwięku i korzystając wyłącznie z ANC bez łączności Bluetooth. Bateria zostanie także szybciej naładowana za pomocą USB-C.

Nowością jest również tryb Transparency. Oczywiście nowością w tym modelu, gdyż opisywaliśmy ją także przy E8. Pozwala ona na słuchanie muzyki bez odcinania nas od tego co na zewnętrz poprzez zbieranie dźwięków otoczenia przez mikrofony i przekazywania do przetworników. Przydatne, gdy chcemy bezpiecznie przejść przez miasto z słuchawkami na głowie, nie chcąc zostać potrąconym przez samochód czy rowerzystę. Nowe mikrofony przy okazji znacznie lepiej robią swoją robotę, podczas gdy chcemy pogadać przez telefon za pomocą tego zestawu

To czego nie było wcześniej w żadnych testowanych przeze mnie słuchawkach Bluetooth od B&O to czujnik zdjęcia i założenia słuchawek na głowę. Po raz pierwszy chyba zastosował to Parrot w swoich Zik’ach. Teraz funkcję tę dostały H9i. Kidy zdejmiemy słuchawki na kark odtwarzacz zapauzuje odtwarzanie utworu, a po założeniu słuchawek na głowę wznowi odtwarzanie. Funkcja ta nie działa idealnie, szczególnie jeżeli źródłem jest komputer. Kiedy podłączyłem je do iMac’a i oglądałem ostatni sezon Narcos: Mexico, po zrzuceniu słuchawek na chwilę na kark i ponownym założeniu niestety to nie film został wznowiony, a uruchomił się iTunes odtwarzając ostatnią piosenkę….

To czego nie zauważyłem w praktyce to nowy moduł Bluetooth, który miał wydłużyć zasięg słuchawek do aż 37 metrów, przy okazji dodając obsługę dwóch źródeł dźwięku. W moim odczuciu zasięg jest jednak zbliżony do tego, co oferuje poprzedni model, a wyjście do kuchni z słuchawkami na głowie także w nowym modelu powoduje, że dźwięk zaczyna się przycinać. Nie oznacza to jednak, że zasięg jest mały. Przeciwnie. Raczej nazwałbym to równie duży co w H9.

Specyfikacja Bang & Olufsen H9i

  • typ: bezprzewodowe słuchawki nagłowne
  • przetwornik: 40 mm
  • typ przetwornika: elektro-dynamiczny
  • impedancja (±15%): 24 omów
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz – 22 kHz
  • czułość (@1 kHz/±3 dB): 95 dB/MW
  • łączność bezprzewodowa: Bluetooth 4.2 z obsługą kodeka AAC
  • łączność przewodowa: mini-jack 3,5 mm
  • 2 cyfrowe mikrofony MEMS
  • 4 dedykowane mikrofony elektretowe do funkcji ANC (2 mikrofony elektretowe w każdej słuchawce)
  • pojemność baterii: 770 mAh
  • do 18 godzin z Bluetooth i ANC, do 23 godzin z Bluetooth, do 24 godzin tylko z ANC
  • czas ładowania: około 2,5 godziny

Jak to wygląda dźwiękowo? 

Choć B&O dodało w tym modelu obsługę ANC w trybie przewodowym, czego w recenzji H9 bardzo mi brakowało, to po niemal roku używania H9 tak bardzo przyzwyczaiłem się do bezprzewodowych słuchawek, że po kabel sięgam naprawdę bardzo rzadko. Dlatego wybaczcie, ale tryb pracy przewodowy jedynie odnotowałem, ale nie będę kłamał, że jakość szczególnie przetestowałem. Dziś, w czasach rezygnacji z przewodowych połączeń między urządzeniami kabel towarzyszy nam przecież co raz rzadziej i raczej myślę, że większość naszych czytelników właśnie w tym bezprzewodowym połączeniu będzie chciało z tego zestawu korzystać.

O tym jak wielkim wydarzeniem dźwiękowym jest korzystanie z tych słuchawek możecie poczytać w recenzji poprzedniego zestawu, do którego link już podawałem. 40 mm przetworniki Duńczyków o konstrukcji elektro-dynamicznej nie zmieniły się tutaj. Mimo to H9i potrafią zagrać nieco inaczej od starszych słuchawek. Jest za to odpowiedzialny zupełnie przeprojektowany kanał basowy, który sprawił, że dotychczas krystaliczny, wykończony i gładki dźwięk stał się bardziej skondensowany i napięty. Niskie tony stały się wyprowadzone jeszcze bardziej w punkt w dalszym ciągu przy zachowaniu szerokiej sceny i selektywnie dostrzeganych dźwięków reszty pasma.

Przy dźwięku trudno nie odnieść się do trybu ANC, dla którego zapewne najbardziej warto wybrać właśnie te, a nie inne słuchawki. Bo choć H9 posiadały tryb ANC, to jego skuteczność na tle modelu „i” wypada dość blado. O tym zresztą pisałem w ich recenzji, gdzie wyraźnie dałem do zrozumienia, że do Zików Parrota, które dla mnie osobiście posiadają perfekcyjny ANC, jest im daleko. W przypadku H9i mamy do czynienia ponownie z osiągnieciem granicy pewnego kompromisu.

Tu widać, że inżynierowie Bang & Olufsen w dalszym ciągu stawiają przede wszystkim na reprodukcję dźwięku, a temu z systemami redukcji szumu z otoczenia nie do końca jest po drodze. Mówiąc jasno – negatywnie wpływa na dźwięk. Dlatego oba mikrofony w każdej muszli, których zadaniem jest zebranie dźwięku z otoczenia, dostarczenie go do układu sterującego i generującego przeciw falę „zbijającą” i neutralizująca szum, robią swoją robotę dobrze, ale nie ma co oczekiwać, że odcięcie jest kategoryczne.

ANC jest jednak znacznie silniejsze albo mówiąc bardziej precyzyjnie, bardziej wydajniejsze względem poprzednika. Nie raz moja dziewczyna stojąc w drzwiach i mówiąc coś do mnie musiała chwilę czekać nim ją dostrzegłem, bo usłyszeć się nie dało. Podczas odsłuchu nie mamy jednak wrażenia przebywania pod wodą, a pewne dźwięki, szczególnie przy ich skokowym natężeniu są wciąż słyszane podczas korzystania z słuchawek. Ja ten efekt przyznam szczerze lubię i to już nawet nie tyle podczas słuchania muzyki, ale na przykład podczas grania w jakieś gry. Te znaczące, choć niepełne odcięcie od świata zewnętrznego naprawdę pozwala jeszcze bardziej wczuć się podczas ulubionej komputerowej rozgrywki.

Sterowanie i aplikacja

To czego w ostatnim czasie najbardziej nie lubię to system sterowania poprzez gesty w słuchawkach B&O. Do dziś w E8 umiem tylko je włączyć, zapauzować utwór i sterować ANC. Nadal nie radzę sobie ze sterowaniem głośnością czy przełączaniem utworów. Podobnie jest w H9 i H9i. Dotykowy panel został ukryty w prawej muszli. Za jej pomocą możemy sterować ANC, odtwarzaniem czy poziomem głośności.

Mam jednak wrażenie, że to sterowanie w dużej mierze opiera się na przypadkowości niż na precyzyjnym działaniu. Owszem czasem uda mi się wykonać „ten” gest, którego efektem będzie „te” działanie. Jednak najczęściej słuchawki robią co innego niż chcę. Może wynika to z mojego lenistwa i braku chęci skupienia się na tym, aby ogarnąć zasadę działania panelu dotykowego, bo jakoś i tak łatwiej mi tym wszystkim sterować z poziomu klawiatury na Macu czy smartfonie. Jednak widziałem, że nie ja jedyny dostrzegłem ten problem.

Sterować możemy także z poziomu aplikacji BEOPLAY. Pozwala ona sterować poziomem głośności, , odtwarzaczem, ale także umożliwia dobranie odpowiedniej barwy dźwięku za pomocą prostego equalizera. Nie można jednak uruchomić ANC, co było dostępne dla H9. Skąd ten brak? Aplikacja jest Wam pewnie dobrze znana z recenzji innych produktów B&O.

Podsumowanie

Słuchawki Bang & Olufsen H9i to zestaw niesamowity. To nie są słuchawki dla audiofila. To są słuchawki dla osób kochających muzykę, design i luksusowe materiały. Anodyzowane ciemne aluminium w połączeniu z jagnięcą skórą sprawiają, że słuchawki sprawiają świetne wrażenie. Czy są lepsze od poprzednika?

Różnice są bardzo duże i zauważalne. Duńczycy odrobili lekcje i w zasadzie usprawnili wszystko to, co wymagało usprawnienia, jak chociażby tryb ANC podczas odsłuchu na kablu. Przy tym sprawili, że już i tak bardzo wygodne słuchawki stały się jeszcze bardziej komfortowe, a przy tym pozwalają cieszyć się nimi jeszcze dłużej pomiędzy kolejnymi ładowniami baterii. Choć H9i to lepsze słuchawki od H9, to jednak nie zamierzam swoich wymieniać na nowszy model, bo to wciąż bardzo dobry zestaw.

Słuchawki do recenzji dostarczył oficjalny polski dystrybutor Bang & Olufsen, firma Horn.eu

Recenzja Bang & Olufsen BEOPLAY H9i. Małe zmiany, wielkie różnice.

ZaletyWady

Zalety

  • Obłędne wykonanie i materiały
  • Świetny dźwięk
  • Dobrze działające ANC na kablu i bezprzewodowo
  • Długi czas pracy na baterii

Wady

  • Cena około 2 tyś złotych
  • Dość mało intuicyjne obsługiwanie na panelu dotykowym
Michał Gruszka Właściciel AppleMobile.pl, dziennikarz magazynu Mobility, były redaktor naczelny iStyle Magazine - pierwszego w Polsce magazynu dla fanów APPLE. Na co dzień serwisuję Wasz iPhone'y, iPad'y i iPody.