Recenzja słuchawek BOSE NC 700. Powrót króla.

Recenzja słuchawek BOSE NC 700. Powrót króla.

Recenzja słuchawek BOSE NC 700. Powrót króla.

0

Ile jesteś w stanie zapłacić za komfort i ciszę w swoim open space czy podczas podróży samolotem? Dużo? To cena najnowszych słuchawek Bose NC 700 nie zrobi na Tobie wrażenia. Natomiast cisza uzyskana dzięki aktywnej redukcji szumu, oj bardzo, podobnie jak niesamowity dźwięk. Król powrócił. Nie żartuję.

Słuchawki BOSE mają swoje oddane grono użytkowników. I choć zdania na temat poprzedniego zestawu QC35 II są mocno podzielone, to trudno się nie zgodzić, że BOSE przez długi okres czasu piastował pozycję rynkowego lidera wśród nagłownych słuchawek z ANC.

Tym bardziej dziwi fakt, że nowy zestaw NC 700, to produkt, który grubą kreską odcina się od przeszłości. Choć cisza i komfort to wciąż znak rozpoznawczy słuchawek BOSE, to NC 700 z dotychczasową linią produktową QuietComfort nie mają nic wspólnego. A już teraz zdradzę, że mogłyby być godnym następcą.

O ile QC25, a później ich bezprzewodowy następca QC35 były konstrukcyjnym majstersztykiem, po który sięgali wszyscy poszukujący w słuchawkach dźwiękowej intymności, niezaburzonej dźwiękami z zewnątrz, o tyle następca tych ostatnich czyli testowany również przez nas BOSE QC35 II nie zaskarbił sobie serc słuchaczy.

Recenzja BOSE QC35 II, nowa generacja słuchawek z serii QuietComfort

Narzekań było wiele. Od zarzucania producentowi braku innowacyjności, czego liderowi rynku przecież nie wybacza się nigdy, po wzbudzenie poczucie u wiernych fanów, że ktoś próbuje tu wyłącznie odcinania kuponów od wypracowanej pozycji.

A przecież konkurencja nie śpi, a jej produkty zaczęły dystansować QC35 II o lata. Do nadrobienia było wiele, szczególnie gdy mówimy o słuchawkach z półki, na której widać 4 cyfrowe kwoty. Można więc uznać, że odcięcie się od serii QuietComfort, a także postawienie na zupełnie nowy design, nazwę, a nawet aplikację do obsługi, było chęcią pokazania przez amerykanów, – „hej to my, producent najlepszych i najbardziej innowacyjnych słuchawek z ANC na świecie. Mamy dla was prawdziwą petardę!”

Pierwsze wrażenie

Patrzysz na opakowanie. Otwierasz je, oglądasz słuchawki i pierwsza myśl jaka do Ciebie dociera, – „to nie jest stare dobre BOSE. To jest NOWE dobre BOSE.” Widać, że za ten produkt odpowiadali albo zupełnie inni ludzie niż dotychczas, albo ktoś w zespole doznał objawienia i postanowił zmienić wszystko.

Osobiście stawiam na pierwszą opcję. Leśne dziadki odeszły, w team BOSE musiałby pojawić się nowe decydujące twarze o świeżym podejście, ponieważ nie wierzę, że podejście do wzornictwa i zabiegów konstrukcyjnych konkretnych osób jest w stanie ewoluować tak bardzo, aby móc wynaleźć słuchawki „na nowo”. A tak właśnie jest w przypadku BOSE NC 700.

QC35 II wzorniczo były szkaradne. Szczególnie w srebrnym kolorze, który miałem okazję testować wyglądały fatalnie. I choć w tamtej recenzji pisałem o tym bardziej dyplomatycznie, to nie ukrywałem, że nie jest to mój gust. Plastik był brzydki. Kolor był brzydki. Bryła była brzydka. Przyciski były brzydkie. Tylko dźwięk i reedukacja szumów nie zawiodły.

BOSE NC 700 to zupełnie inna liga designu. Nie musisz w nich poszukiwać tego co Ci się w nich podoba, a co nie podoba. Tu wszystko się podoba. Słuchawki są bardzo nowoczesne, ale nie przekombinowane. Nie mają tanich fikuśnych dodatków. Zrezygnowano nawet z przytłaczającego resztę logo, stawiając na delikatne, prawie przezroczyste na jednej części muszli.

W końcu nie ma tych paskudnych klawiszy jak od  20 letniej niemieckiej pralki BOSH, a postawiono na dotykowy panel, który chyba po raz pierwszych w słuchawkach jakie testowałem interpretuje dotknięcia tak, jak powinien, a nie jak mu się wydaje, że powinien.

Jedyne dwa klawisze na prawej muszli i jeden na lewej, zostały ładnie wkomponowane w krawędź, przez co nie wyróżniają się zbytnio na tle całości, ale wciąż pozwalają na komfortową obsługę słuchawek.

Dobre wrażenie robi również zestaw sprzedażowy. Słuchawki otrzymujemy w solidnym etui, wykonanym z materiału bardzo dobrze imitującego skórę. Wewnątrz znalazło się miejsce na dodatkowe akcesoria – przewód JACK oraz przewód USB-C do ładowania wbudowanego i niewymiennego akumulatora. Na ile lat pracy słuchawki pozwolą, to pokaże przyszłość.

Po uruchomieniu słuchawek jesteśmy informowani o stanie baterii w postaci dokładnego czasu, na jaki wystarczy jej poziom naładowania. Niestety, ale w odróżnieniu od QC35 II, słuchawki te nie gadają po polsku.

Jajowate muszle, które niestety trochę grzeją 

Stosunkowo płaskie, jajkowate muszle wyglądają bardzo dobrze – i na głowie, i jak leżą płasko na stole.

Dobra wiadomość jest taka, że się obracają, dzięki czemu po wsadzeniu w etui, a jego do małej podręcznej walizki, nie zajmiemy nimi połowy dostępnej przestrzeni podręcznego bagażu czy plecaka.

Pady na muszlach wykonano z syntetycznej skóry. Są bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. W pierwszej chwili wydawało mi się, że są idealne. Dobrze przylegają do głowy, okrywają całe ucho, świetnie tłumią pasywnie, jeszcze zanim uruchomimy tłumienie aktywne.

Problem pojawił się dopiero, gdy na wakacje wybrałem się z nimi w egzotyczne rejony, gdzie dłuższe napawanie się dźwiękiem na leżaku przy 28 stopniach Celsjusza, gotowały mi uszy.

Na problem nagrzewania zwrócił uwagę także portal RTINGS.com. Podczas testów okazało się, że wnętrze ucha przy dłuższym odsłuchu potrafi osiągnąć okolice… 50’C.  Oczywiście, można powiedzieć, że jest to problem każdych słuchawek zamkniętych, tych zapewniających izolację to już w ogóle. OK, ale problem jest. Zimową porą to może być nawet zaleta. Uszy Wam nie odmarzną ;-).

Genialny pałąk o futurystycznej konstrukcji 

Pewnie myślicie, że pałąk jest plastikowy, jak reszta słuchawek. Nic bardziej mylnego. BOSE wykonało tu pewien magiczny zabieg konstrukcyjny, godny David’a Copperfield’a. Cienki stalowy pałąk wyglądający jak listewka został obłożony miękką gumą. Optycznie wygląda to, jakby pałąk był gruby i masywny. W rzeczywistości jest miękki, przyjemny i lekki. Przy tym giętki, ale też niezwykle solidny.

Co więcej muszle zawieszone na pałąku poruszają się w jego wzdłuż. Normalnie pałąk wysuwa się z muszli. Taki zabieg sporo ułatwił. Pozwolił choćby na regulację wysokości dopasowaną co do milimetra i sprawił, że słuchawki „wiszą” z gracją, a dodatkowo mogą się obracać o 90 stopni.

Zdania są podzielone czy obracają się w prawidłowym kierunku. Moim zdaniem powinny w stronę naszego ciała. Jednak obracają się padami w przeciwną stroną niż nasze ciało, podobno, aby nie wybrudzić nam śnieżnobiałej koszuli brudnymi od potu padami. Naprawdę? Po zdjęciu na kark, niestety odtwarzanie się nie pauzuje. We flagowym modelu słuchawek z 2019 roku taki „ficzer” powinien być w standardzie, który miały zestawy sprzed 6-7 lat.

Komunikacja przewodowa i bezprzewodowa

Bose NC 700 to zestaw bezprzewodowy. Do komunikacji używa technologii Bluetooth w wersji 5.0. Zasięg to według specyfikacji 10 metrów. Tu mogę potwierdzić, że te 10 metrów to prawda, a nawet bym powiedział, że wynik dość niedoszacowany. Słuchawki podłączone do iMac’a pozwalają z powodzeniem poruszać się po moim mieszkaniu na odległość większą niż 10 metrów, także, gdy dzielą mnie drzwi czy ściany.

Poza komunikacją bezprzewodową, możemy używać zestawu w trybie przewodowym. Służy do tego przewód JACK 3.5m, który zakończono z drugiej strony wtykiem mini-JACK. Wpinamy go w lewą muszlę. Dobrą wiadomością jest fakt, że mimo korzystania z połączenia przewodowego, wciąż możemy używać aktywnego tłumienia. To nie jest takie oczywiste. Niejeden zestaw, który testowałem tego nie miał.

Zła, jest taka, że połączenie Bluetooth automatycznie jest wyłączone. Nie możemy więc z poziomu aplikacji sterować poziomem tłumienia (dostępna 10 stopniowa skala). Nie możemy też korzystać z przełączania utworów czy pauzowania odtwarzania za pomocą dotykowego panelu, choć panel na dotykanie reaguje dźwiękiem informującym o wykryciu dotknięcia muszli. (testowano słuchawki wpięte w DAC, a ten do iMac’a. Nie sprawdziłem jak to się ma w przypadku wpiętych bezpośrednio).

Dedykowana aplikacja Bose Music 

Nowa aplikacja nie jest niezbędnym elementem do korzystania z słuchawek czy nawet do ich sparowania. Posiada również niewielką funkcjonalność. Warta jednak ją zainstalować, chcąc skorzystać z bardziej dokładnych możliwości konfiguracji chociażby poziomu redukcji szumów z zewnętrz czy zaprogramować przycisk na muszli, który może albo pozwalać na przełączanie poziomu na jeden z zaprogramowanych 3 poziomów redukcji szumów (do wyboru w 10 stopniowej skali) lub do wywoływania asystenta głosowego – do wyboru Siri, Google lub Alexa.

Totalnie brakuje korektora muzycznego. Zmienić nie można dosłownie nic w barwie tonalnej odgrywanych utworów. To duży minus.

Natomiast właśnie dzięki aplikacji, bardzo łatwo możemy przełączyć źródło dźwięku. Słuchawki potrafią współpracować z dwoma na raz. Ciekawym, ale już wcześniej stosowanym przez innych producentów gadżetem jest możliwość słuchania muzyki choćby z komputera, a w momencie, gdy ktoś do nas zadzwoni do również sparowanego telefonu, automatyczne przełączanie na telefon w celu odebrania i prowadzenia rozmowy.

Aktywne tłumienie szumów z zewnątrz NC 

Jeszcze kilka lat temu na lotniskach królowały słuchawki BOSE QC25 oraz QC35 jako te nadające się idealnie do podróży. Wtedy z moimi Parrot Zik’ami, które uważałem dotychczas za najlepszy zestaw pod względem aktywnego tłumienia, wyglądałem na kogoś co najmniej dziwnego, że nie mam na głowie Bose. Dzisiaj mocno się to zmieniło.

Wciąż widać osoby w QC35, ale wśród nich znajdziemy całe mnóstwo użytkowników zestawu Bang & Olufsen H9i czy Sony WH-1000XM3. Tydzień temu wracając z USA, mogłem dostrzec także kilka osób spacerujących po lotnisku z BOSE NC 700. W sumie spędziłem w samolotach niemal 30 godzin z tymi słuchawkami, trochę dzieląc się nimi z moją narzeczoną, a wtedy mogłem powrócić do noszonych przy sobie Bang & Olufsen E8, które od niedawna zawsze zabieram w każdą podróż. W związku z tym mam klika przemyśleń.

Przede wszystkim – aktywna redukcja szumów w NC 700 miażdży. Odcięcie przy poziomie 10 jest niemal pełne. Odrzutowe silniki dreamlinera są niemal niesłyszalne tuż po uruchomieniu słuchawek, a kiedy jeszcze włączymy muzykę czy jakiś film, dźwięki wydawane przez samolot po prostu nie istnieją.

To jest efekt, który znacząco przewyższa to, co do tej pory mogłem potestować podczas lotów czy to z słuchawek Bang & Olufsen czy Parrot Zik. Dla mnie NC 700 detronizują Zik’i, które do tej pory były dla mnie odniesieniem przy testach redukcji szumów.

Natomiast żeby nie było za kolorowo – słuchawki słabo sobie radzą z eliminowaniem głosu. Oznacza to, że jeżeli ktoś będzie przy was gadał w waszym firmowym open space, to niestety, ale jego mowa będzie do was docierała, chyba że uruchomicie utwory muzyczne. Jeżeli zależy Wam wyłącznie na ciszy w słuchawkach, to BOSE NC 700 nie każdego zadowolą w tej kwestii. Do podróżowania natomiast w mojej ocenie nie mają konkurencji.

Dźwięk BOSE NC 700

Jak wspominałem, BOSE nie oddało w swojej aplikacji możliwości ręcznego sterowania equalizerem. Słuchawki są więc wysterowane bardzo uniwersalnie, operując pomiędzy dynamicznym dołem o lekkiej wadze i ciepłej barwie, a środkiem. Dla porównania słuchając tego samego utworu zakładałem i ściągałem na zmianę Bang & Olufsen H9 i w skandynawskim zestawie basowe zagrania miały charakterystyczny pomruk o dobrym dociążeniu, które dodatkowo mogłem sobie podbić w ich intuicyjnym korektorze. Tego pomruku nieco brakuje w BOSE, choć miękkość i temperatura tonów niskich jest na poziomie oczekiwanym i sprawiającym sporo dźwiękowej frajdy.

BOSE może pochwalić się szeroką sceną, która pomimo otwartości daje poczucie bliskości otaczającego nas dźwięku. Czujemy obecność w scenie dźwiękowej, która nie dociera do nas „skądś”, tylko to my jesteśmy w niej. Dla porównania w H9 scena ta była bardziej wycofana, a przy porównaniu odczuwana jako znajdująca się w pewnym dystansie.

W tym wszystkim nie potrafiłem się zdecydować co podoba mi się bardziej. Po prostu trzeba to uznać za indywidualność każdego z zestawów, która jest zaletą i tu, i tu. NC 700 zaskakuje szczegółowością, co wychodzi szczególnie podczas filmów czy gier, gdzie możemy skorzystać z dźwięków ubarwionych efektami. Nagle zaczynasz dostrzegać dźwięki tła, szelest papieru w scenie, której do tej pory go nie było czy kroków przechodniów w grze.

Dźwiękowo trudno się do czegoś przyczepić, niezależnie od tego, jakiego rodzaju gatunku muzyki słuchamy. Amerykanom udało się uzyskać bardzo dobry efekt uniwersalnego strojenia, który przypadnie do gustu każdemu, nawet jeżeli czasem dostrzeże braki. Należy jednak mieć na uwadze, że NC 700 to zestaw, który dla większości ma być narzędziem do konsumowania dźwięku z serwisów streamingowych, urządzeń mobilnych czy komputera. Przy takim użytkowaniu nie sposób im czegoś zarzucić.

Akumulator

Bateria słuchawek jest niewymienna. Nowy zestaw oferuje około 20 godzin pracy na pełnym 2.5 godzinnym ładowaniu. Natomiast 15 minut ładowania wystarczy za zaoferowanie około 3 godzin odsłuchu w trybie bezprzewodowym. Podczas moich testów bez problemu udało mi się wykorzystać zestaw przez niemal 18 godzin w trybie bezprzewodowym, bez konieczności poszukiwania ładowarki.

To bardzo dobry wynik. Nie zapominajmy, że masa tego zestawu to zaledwie 254 gramy. Jak na nagłowne słuchawki bezprzewodowe z ANC, to masa wręcz piórkowa. W zestawie zabrakło zasilacza. Musimy posilić się więc ładowarką naszego smartfona lub portem komputera.

Podsumowanie

Chyba pierwszy raz tak dobrze spałem podczas lotu. Słuchawki i jej aktywny tryb redukcji niepożądanych dźwięków jest prze-ko-zac-ki. BOSE znów pokazało, że wie, jak robić słuchawki z ANC. Choć sporo słuchałem i oglądałem filmów podczas podróży, to równie dużo słuchałem głównie ciszy jaką zapewniają, gdy tylko je założymy na głowę i uruchomimy. To niesamowity stan, jaki polecam każdemu, kto musi sporo latać czy korzystać z komunikacji pociągiem, metrem czy autobusem. Pozostaje jednak problem ceny. BOSE QC35 II były drogie.

Tym bardziej jak na to, co oferowały względem konkurencji. Model NC 700 jest jeszcze droższy. Sugerowana cena to aż 1799 złotych. Za sporo mniej można mieć wspominane tu SONY WH1000XM3, na których wypożyczenie od SONY właśnie grzecznie czekam w kolejce i nie mogę się doczekać porównania. Trzeba jednak to powiedzieć, że BOSE NC 700 są o co najmniej 600-700 złotych za drogie i to jest ich największa wada. Reszta wydaje się przy niej nieistotna. Jeżeli jednak możesz sobie pozwolić na taki wydatek, to mogę zapewnić, że się nie zawiedziesz.

Recenzja słuchawek BOSE NC 700. Powrót króla.

Michał Gruszka Właściciel AppleMobile.pl, dziennikarz magazynu Mobility, były redaktor naczelny iStyle Magazine - pierwszego w Polsce magazynu dla fanów APPLE. Na co dzień serwisuję Wasz iPhone'y, iPad'y i iPody.