Niesamowity. Piękny. Zupełnie inny, ale jednak dobrze mi znany. Recenzja iPhone X

Niesamowity. Piękny. Zupełnie inny, ale jednak dobrze mi znany. Recenzja iPhone X

Niesamowity. Piękny. Zupełnie inny, ale jednak dobrze mi znany. Recenzja iPhone X

0

Po niemal trzech tygodniach użytkowania najnowszego modelu iPhone’a przyszedł czas na pewne podsumowanie moich wrażeń, a także odkrytych wad i zalet tego urządzenia, których w jednym i drugim przypadku nie brakuje. Niewątpliwie iPhone X jest nowym otwarciem Apple, pokazującym, że po latach odgrzewania już mocno trącącej nieświeżością formy iPhone’a 6, firma jest w stanie stworzyć coś, co rzeczywiście potrafi zainteresować, wzbudzić jakieś emocje (nie, nie tylko te związane z ceną) i wyróżnić się na tle bardzo dużej konkurencji.

Na iPhone’a X z pamięcią 256 gigabajtów przesiadłem się z rocznej siódemki. Z perspektywy użytkownika tego właśnie modelu piszę tę recenzję, dlatego proszę o wyrozumiałość, jeżeli często będę się właśnie do „siódemki” odwoływał. iPhone 10, bo w ten sposób trzeba o nim mówić to telefon jubileuszowy, mający ukoronować udane 10 lat produktu, który całkowicie odmienił rynek telefonii komórkowej i wytyczył kurs, którym po dziś dzień podąża konkurencja.

CUPERTINO, CA – SEPTEMBER 12: Attendees take photos of iPhone X during the Apple launch event on September 12, 2017 in Cupertino,California. Apple Inc. unveiled its new iPhone 8, iPhone X, iPhone 8 Plus, and the Apple Watch Series 3 at the new Apple Park campus. (Photo by Qi Heng/VCG via Getty Images)

Oczywiście o ile w porę zareagowała i zdążyła sprostać nowym regułom dyktowanym przez kalifornijski koncern. W końcu wielu konkurentów się zagapiło. Dziś ich albo na rynku nie ma, albo ich produkty stanowią sprzedażowy margines. Nic więc dziwnego, że oczekiwania, wobec tego modelu były ogromne.

10 lat to w technologii szmat czasu. Smartfonowy świat niesamowicie szybko się w tym okresie zmienił. Na tyle szybko, że samo Apple zaczęło łapać zadyszkę i mieć co raz większy problem ze sprostaniem wobec oczekiwań swoich wiernych fanów, żądnych innowacji i „emejzingu” do których ich przyzwyczajono. Nie wiem jak Wy, ale ja bym „ósemki”, która jest lekko zmodyfikowaną „szóstką” w tym roku już nie przełknął. Widać zresztą po wynikach sprzedaży, że nie tylko ja, choć przecież to bardzo dobry telefon.

To, że iPhone X będzie mój wiedziałem od razu po tym, gdy Apple zaprezentowało go na swojej konferencji. W końcu było widać w nim jakąś świeżość i nowe otwarcie. W końcu miałem ochotę wydać pieniądze na nowy telefon ze szczerej chęci, a nie z zawodowego obowiązku. Oczywiście do momentu, gdy podano jego cenę. Ceny dziesiątek każdy zainteresowany zapewne zna, więc nie będę się nad nią rozwodzić, tym bardziej, że chce jak najszybciej zapomnieć o tym, o ile mój portfel zrobił się lżejszy i cieńszy po tym zakupie. Przejdźmy więc do sedna.

 

Parametry iPhone X

  • Ekran Super Retina HD 5,8″ 2436 x 1125 pikseli, 19,5:9 z sensorem siły nacisku 3D Touch w technologii OLED typu pentile
  • procesor A11 Bionic z koprocesorem M11,
  • 3 GB RAM,
  • System autentyfikacji Face ID,
  • aparaty 12 Mpix z teleobiektywem (f/1.8 + f/2.4), OIS, Live Photos, rejestrujące wideo w 4K 60kl/s
  • kamera przednia TrueDepth 7 Mpix f/2.2,
  • WiFi 802.11 a/b/g/n/ac,
  • Moduł komunikacyjny Bluetooth 5.0,
  • LTE,
  • NFC (ale tylko do Apple Pay),
  • Systemy GPS, Glonass, Galileo,
  • IP67 (odporność na kurz i zanurzenia w słodkiej wodzie na 1,5 metra do pół godziny),
  • głośniki stereo umieszczone w górnej części ekranu i podstawie
  • akumulator polimerowy o pojemności 2716 mAh,
  • port Lightening,
  • ładowanie bezprzewodowe (indukcyjne) Qi,
  • rozmiary: 143,6 x 70,9 x 7,7 mm,
  • masa: 174 g

 

Co znajdziemy w zestawie sprzedażowym z iPhone X?

Nie będę ukrywał, że rozpakowując karton paczki z „iksem” (tak wiem, że to 10) czułem lekkie rozczarowanie. Apple mogło w tak fantastyczny sposób wykorzystać sam fakt jubileuszu iPhone’a i produktu będącego nieco ponad standardową linię produktową telefonów Apple, przygotować opakowanie na miarę kreowanej magii wokół swoich urządzeń. A tu typowy kartonik.

Akcesoria opakowane zostały w papierowe wydmuszki (gdzie praktyczne plastikowe etui to słuchawek?). Brakuje mi tu czegoś ponad standard. Apple zawsze przykuwało ogromną wagę do opakowania. Takich małych szczegółów, będących znakiem rozpoznawczym marki.

Wystarczy przytoczyć chociażby świetne pudełko pierwszego Apple Watcha, które mam do dziś czy jakże bogaty zestaw pierwszego iPhone’a, który co prawda nie był oficjalnie dostępny w Polsce, ale bardzo chętnie importowany z USA, gdzie otrzymywaliśmy nawet stacją dokującą w cenie. Tu mam wrażenie, że telefon pakowano w pośpiechu.

Powszechnie wiadomo, że decyzja o premierze iPhone’a 10 zapadła naprędce. Według plotek miał on trafić do naszych rąk dopiero za rok. Konkurencja jednak nie śpi i patrząc no to, co oferuje Samsung, a nawet Xiaomi czy Huawei oczywistym było, że pojawienie się X’a za rok byłoby spóźnione.

W zestawie nie znajdziemy więc niczego szczególnego. Są słuchawki EarPods w przewodowej wersji zakończonej wtykiem Lightening (Apple nie zawróciło z obranej drogi likwidacji złącza JACK). Typowa wtyczka do kontaktu oraz kabelek. Są także skrócone instrukcje i kultowe naklejki z jabłuszkiem, które pewnie nie raz rzuciły się Wam w oczy naklejone na samochodach wiernych fanów. Nie zabrakło przejściówki z Lightening na typowy JACK 3.5mm dla słuchawek przewodowych.

Nie dostajemy więc nic więcej, czego nie dostaliby klienci kupujący niemal połowę tańszej ósemki. Nic, czego byśmy oczekiwali po edycji specjalnej, jak przez niektórych iPhone X jest traktowany, a także jak może być postrzegany przez pryzmat ceny.

 

Pierwsze wrażenia po wyjęciu iPhone’a X z opakowania

To co napisałem wyżej traci kompletnie na znaczeniu zaraz po tym, gdy chwycimy nowy telefon do ręki. Tu moje pierwsze zdziwienie wynikające z ignorancji podczas zakupu. Nie czytałem, a tym bardziej nie porównywałem specyfikacji urządzenia. Wszystko kupuję oczami. Wybieram hotel na wakacje, kupuję samochód… Nie lubię wchodzić w szczegóły nim organoleptycznie nie będę sam mógł się o wszystkim przekonać.

Przyznaję, że spodziewałem się dziesiątki o gabarytach zbliżonych do iPhone’a Plus. Miałem wręcz obawy czy zniosę wielkość tego telefonu. A tu miła niespodzianka. Telefon jest niewiele wyższy od siódemki mimo ekranu o przekątnej przecież 5.8 cala (143.6 x 70.9 x 7.7 mm). Tu przyszła refleksja. Większy ekran, ale brak ramek. No tak, w ten sposób im się to udało…

Niewiele większy telefon, to przede wszystkim dużo większy komfort obsługi względem Plusa przy wszystkich zaletach ogromnego obszaru roboczego, jaki nam daje tak duży ekran. Jest dobrze wyważony. Niestety nieco śliski. Do dziś upadł mi 4 razy w tym raz po prostu wysunął mi się z ręki podczas używania, sam nie wiem jak. Nie uszkodził się. Solidna bestia. Telefon niewiele traci na poręczności względem wcześniej używanej przeze mnie siódmej odsłony, choć nie zawsze mogę wszystko zrobić jedną ręką.

Co gorsza, zniknęła funkcja pozwalająca na obniżenie ikon do połowy ekranu (odpowiednik dwukrotnego dotknięcia klawisza Touch ID w starszych modelach). Całe szczęcie z kolejną aktualizacją Apple przywróciło ją w postaci gestu krótkiego pociągnięcia dolnej krawędzi ekranu. To sporo ułatwiło, choć wysunięcie centrum sterowania tą samą ręką, w której trzymamy telefon jest nadal wyzwaniem.

Wybrałem model w wariancie gwieździstej szarości. Generalnie nie ma większego znaczenia który z dwóch kolorów wybierzecie i tak w każdym przód jest czarny. Różnica jest wyłącznie w tylnej szklanej pokrywie oraz stalowej ramie. Oba telefony są bardzo ładne. Do końca miałem problem z decyzją. Liczyłem jednak, że ciemna stalowa rama znacznie mniej będzie się rysowała niż naturalnie srebrna, jaką mam w dość już mocno porysowanym zegarku Apple Watch.

Połyskująca szklana powierzchnia pleców, elegancka ciemna stalowa rama i ogromny niemal w całości wypełniający front ekran, to konstrukcja na miarę dzisiejszych czasów. Niestety ciemna stal uwielbia odciski palców. Mam wrażenie, że korpus jest nimi oblepiony od samego patrzenia w jego stronę, nim jeszcze sięgnę po telefon. Ze szklanymi powierzchniami zresztą jest niewiele lepiej. Podobno w wariancie z białymi plecami problem mniej doskwiera. Esteci powinni wziąć to pod uwagę przy wyborze koloru.

Urządzenie jest cięższe od telefonu dotychczas przeze mnie używanego. Jego masa to 174 gramy. O ile w pierwszym momencie jest to wyczuwalne, o tyle w czasie dłuższego użytkowania nieuciążliwe. Powrót Apple do szklanej tylnej pokrywy nie był podyktowany wyłącznie chęcią jakiejś odmiany po tym jak siedem wcześniej pokazanych iPhone’ów miało plecy aluminiowe (modele: 5, 5S, SE, 6, 6S, 7, 7+).

To także wymóg technologii bezprzewodowego ładowania. W tylnej części od razu rzuca się w oczy podwójny aparat fotograficzny z centralnie umieszczoną diodą oświetleniową LED. Aparat osłonięty jest szkłem szafirowym. Natomiast dioda jedynie plastikiem, co przy tej klasy urządzeniu nie przystoi, a jednak się pojawiło.

Aparat w odróżnieniu od modeli 7+ i 8+ zainstalowano pionowo, co moim zdaniem wygląda dużo lepiej niż w Plusach. Niestety tak jak i w nich obiektyw mocno wystaje ponad ekran.

Nowością jest klawisz boczny, który trudno nazwać przyciskiem Power, choć do włączania telefonu służy. Za jego pomocą wywołujemy Siri – asystenta głosowego czy przełączamy telefon w tryb uśpienia. Natomiast by telefon wyłączyć musimy użyć kombinacji klawiszy – ściszanie i klawisz boczny. Trochę to mało intuicyjne jak na Apple.

„Klawisz boczny” jest dużo dłuższy niż był klawisz Power w iPhone 7 i to jest na plus. Łatwo go znaleźć i użyć. W niezmienionej formie pozostawiono przyciski zmiany głośności i przełącznik trybu cichego. Podobnie podstawa telefonu nic nie zyskała, ale także nic nie straciła. Nadal mamy tu interfejs Lightening oraz dwie maskownice, za którymi kryje się jeden z głośników multimedialnych oraz mikrofon.

5.8 calowy ekran to prawdziwy majstersztyk kontrastu i głębi koloru. Można tu kręcić głową na jego nieregularny kształt w postaci charakterystycznego wcięcia „notch”. W pierwszej chwili nie podobało mi się to. Obawiałem się także o to, w jaki sposób będzie się na tym ekranie oglądało filmy czy zdjęcia.

Szczerze? Nawet jeżeli rozciągnę wideo na całą powierzchnię ekranu, wcięcie nie jest przeze mnie zauważane. Jest natomiast czymś, co wyróżnia ten telefon, dzięki czemu staje się charakterystyczny, jedyny w swoim rodzaju i zwracający uwagę. Bez niego byłby kolejnym bezramkowcem jakich wiele.  Zagłębmy się jednak w szczegóły.

 

Zupełnie nowy ekran

Super Retina HD. Tak nazywa się najnowszy ekran iPhone’a, który dla Apple produkuje jego największy rywal – Samsung. Panel ma przekątną 5.8 cala i jest wykonany w technologii OLED. Jego wyższość nad ekranami w technologii LCD dotąd stosowanymi w telefonach Apple jest bezsprzeczna. Panele te charakteryzują się lepszym kontrastem (1000000 :1 w stosunku 1400 : 1 w przypadku panelu LCD iPhone’a 7/8), większą głębią koloru w tym niesamowitą barwą czarnego.

Są dużo cieńsze, gdyż nie posiadają podświetlenia jak panele LCD. Obraz wyświetlany na ekranie wygląda jak najwyższej jakości wydrukowana makieta. Nie ma tu mowy o jakichkolwiek poszarpanych krawędziach ikon czy fontów. To zasługa bardzo dużej rozdzielczości wynoszącej 2436 x 1125 pikseli, co przekłada się na 458 pikseli na cal. Jego proporcje wynoszą 19.5:9 i zajmuje on 82.9 procenta powierzchni przedniego panelu.

Ekran wspiera technologię HDR, a także True tone znaną z iPad’a Pro. Polega to na dopasowywaniu temperatury barw do oświetlenia otoczenia. Dzięki czemu wyświetlany obraz wygląda bardziej naturalnie, jest cieplejszy i przyjemniejszy dla oka. Nie wspiera jednak innej technologii z iPada, a mianowicie chodzi o Pro Motion dający nam odświeżanie na poziomie 120 Hz. Nie zabrakło w nim dobrze znanej technologii 3D Touch interpretującej siłę nacisku na ekran.

Nie ma jednak róży bez kolców. Apple samo przyznaje, że ekrany OLED mają swoje wady wynikające z technologii. Ekrany są podatne na wypalanie, które powoduje efekt „duchów”. Bardzo dobrze znają ten problem właściciele kilkuletnich Samsungów Galaxy.

Jest to naturalny efekt eksploatacyjny, który nie będzie usuwany w ramach gwarancji. Uszkodzenie ekranu będzie także niosło za sobą konieczność głębokiego sięgnięcia do kieszeni. Trzeba będzie się liczyć z wydatkiem powyżej 1000 złotych za naprawę ekranu (obecnie cena ustalona jest na około 1500 złotych!).

Od siebie dodam, że nowa konstrukcja telefonu w postaci niemal braku krawędzi wymusza na użytkowniku nauczenia się nowego chwytania telefonu. W końcu zabrakło nam tego wolnego od jakiekolwiek funkcjonalności miejsca pod ekranem, za które ja osobiście łapałem iPhone’a. Można się jednak do tego bardzo szybko przyzwyczaić.

 

Nowa technologia identyfikacji

W zamian za Touch ID oddano do naszej dyspozycji Face ID. Przy pierwszym uruchomieniu telefon skanuje naszą twarz pod różnymi kątami.

Trwa to chwile, można dodać wyłącznie jedną „paszcze” co potwierdza jak bardzo osobistym urządzeniem jest smartfon.

O ile w starszych modelach można było dodać kilka swoich palców lub swój i żony na jej wyraźną prośbę, o tyle dodatkowej osoby nie zeskanujesz, by mogła swoją twarzą odblokować telefon. Apple twierdzi, że zabezpieczenie w postaci skanu twarzy jest wielokrotnie pewniejszym rozwiązaniem niż Touch ID. Jeżeli dobrze pamiętam, to że przypadkowa osoba odblokuje Twój telefon swoją twarzą jest możliwe jak 1 do miliona.

Natomiast odblokowanie przy pomocy linii papilarnych było prawdopodobne jak 1 do 50 tysięcy. Na konferencji zachwalano bezpieczeństwo nowej technologii, która miała być odporna na wszelkiego rodzaju próby oszustwa. W praktyce okazało się, że telefon udało się odblokować synowi swojej matki, a odpowiednio ucharakteryzowana osoba na nas, też z powodzeniem może uzyskać dostęp do telefonu.

Myślę, że dużo bardziej Was interesuje to, jak Face ID sprawuje się w życiu codziennym. Jest dobrze. Naprawdę działa to szybko, sprawnie i niemal za każdym razem. Jeżeli nie zadziała raz, bo na przykład zmieniliśmy fryzurę (tak miałem dziś po wyjściu od fryzjera), to wpisanie kodu powoduje nadpisanie profilu i już następnym razem działa bez zarzutu. Generalnie mam wrażenie, że działa to sprawniej niż przy w przypadku Touch ID. Wpisanie kodu jest też wymagane w przypadku, gdy nie użyjemy telefonu w ciągu 48 godzin.

Czy Face ID ma jakieś słabe strony? Nie działa, gdy telefon jest w poziomie, na przykład zawieszony na jakimś uchwycie w samochodzie. Nie zadziała również jeżeli próbujemy odblokować telefon leżący na blacie stołu i akurat nie zawiśniemy nad kamera TrueDepth.

Często w pracy dzwonię z telefonu leżącego na biurku uruchamiając tryb głośnomówiący. W przypadku 7 wystarczy odblokować telefon palcem i wybrać numer. Bez unoszenia komórki, a tym bardziej zawisania twarzą nad nią. Tu się nie da. Face ID potrafi także losowo nie zadziałać. Ot tak i trzeba klepać kod. Jednak biorąc pod uwagę, że jest to coś zupełnie nowego dla Apple i że większość z nas i tak spodziewała się niejednej choroby wieku dziecięcego w iPhonie X, to działa to i tak o wiele lepiej niż się spodziewałem.

 

System i obsługa

iPhone X to zupełnie inny iPhone niż te, które do tej pory używaliśmy. Niby ten sam system, te same menu, usługi i możliwości, a jednak zupełnie inny sposób zarządzania sprawia, że musimy się jego obsługi nauczyć od nowa. W wersji pudełkowej urządzenie pracowało na iOS 11. Obecnie Apple dostarczyło aktualizację i w chwili pisania tego akapitu najbardziej aktualną wersja jest 11.2, która zyskała kilka usprawnień jak wspomniana możliwość opuszczenia ikon dla obsługi jedną ręką, ładowania bezprzewodowego o mocy 7.5W (wcześniej wyłącznie 5W) czy kilku innych mniej ważnych zmian.

Fundamentalną zmianą jest całkowite zrezygnowanie z przycisku Home. Celowo nie napisałem z fizycznego przycisku, gdyż taki utraciliśmy już w modelu 7, gdzie klawisz jest jedynie panelem dotykowym, a wrażenie użycia mikrostyk jest generowane przez silnik haptyczny. W zamian za dobrze znany Home oddano nam do użytku Home Indicator. Pozioma belka znajdująca się przy krawędzi ekranu (tu również celowo nie napiszę, że przy dolnej krawędzi, gdyż niestety nie zawsze tak jest).

30 minut. Tyle gdzieś zajęła mi zmiana nawyków z iPhone’a 7. Całkowite pozbycie się klawisza Home, już nie mówię o tej fizycznej formie, ale w ogóle jakiejkolwiek, w moim odczuciu jest chybione. Home to był taki przycisk paniki. Jak coś nie działa – wciskasz Home. Wszedłeś nie tam gdzie trzeba lub włączyłeś przez przypadek? Wciskasz Home. Dobrze wiesz, gdzie on jest, podświadomie go szukasz, wciskasz i czujesz ulgę.

Home to chyba najbardziej rozpoznawalny klawisz na świecie. A przynajmniej w tym mobilnym. Przycisk ikona. Znak firmowy Apple. I co? I nic. Był Home. Nie ma Home. Gigant z Cupertino nie raz jednak pokazał, że nie jest firmą sentymentalną i bez mrugnięcia potrafi zrezygnować z najbardziej kultowych i rozpoznawalnych rozwiązań. Przykład? A pamiętacie „Swipe to unlock”? No właśnie. Dziś mało kto o nim pamięta.

Przyznaję, że klawisza Home wizualnie mi w nowym iPhonie brakuje. Natomiast funkcjonalnie brakowało mi go tylko przez chwilę na początku. Co prawda, wolałbym rozwiązanie, które zastosował Samsung w swoim S8, gdzie uciśnięcie ekranu powoduje powrót do głównego pulpitu. W końcu mamy technologię 3D Touch i dałoby się to ogarnąć bez większego problemu. Byłoby to także bardziej naturalne dla użytkowników dotychczasowych iPhone’ów. Postawiono jednak na gesty. By wyjść z aplikacji do głównego pulpitu należy wykonać gest krótkiego sunięcia od Home Indicator ku górze.  

 
Jest to dość naturalny gest, który szybko wchodzi w nawyk. Nie wiem jednak dlaczego Apple nie jest konsekwentne w umiejscowieniu Home Indicator. Chodzi mi o sytuację, w której uruchamia nam się aplikacja działająca wyłącznie w położeniu horyzontalnym. Jeżeli chcemy ją wyłączyć, to Home Indicator pojawia się na boku ekranu, ja intuicyjnie szukałem go tam, gdzie zawsze był tradycyjny Home, czyli w dolnej części. To oczywiście takie drobnostki, które szybko wchodzą w krew, ale jednak wymagają zaangażowania i dostosowania nawyków.

O wiele większym problemem wydaje się być uruchamianie Centrum sterowania. Dotychczas uruchamiane gestem wysuwania z dolnej krawędzi (ten w X służy jako Home). W iPhonie X by dostać się do szybkiego ustawienia jasności ekranu itd., musimy pociągnąć palcem od prawego narożnika w dół. Trzymając telefon w jednej ręce szybciej telefon Wam wypadnie, niż uda się to zrobić. Gwarantuję. 

 

To jeszcze nic. Największe partactwo to funkcja zabijania otwartych aplikacji. Oczywiście robienie tego nie ma większego sensu, gdyż wpływa na większe zużycie ekranu, a przy tym otwarte w tle aplikacje wcale nie wpływają na zmniejszenie wydajności telefonu. Są jednak sytuacje, gdzie jakaś aplikacja przestaje odpowiadać i by można było jej ponownie użyć, trzeba ją najpierw definitywnie zamknąć. W tym celu w starszych modelach dwukrotnie wciskaliśmy Home i następnie gestem wyrzucania poza ekran zamykaliśmy te, które chcieliśmy zamknąć. W iPhone X musimy przesunąć palcem od dołu i później skręcić do krawędzi… Makabra. Ale to jeszcze nie koniec. 

 

Jak już wyświetlą nam się okna z aplikacjami, to nie możemy ich sobie po prostu wywalić. Musimy dłuższej przytrzymać palec na otwartej aplikacji by odblokować tryb wyłączania i – tu ważna informacja – jeżeli mamy soft iOS 11, dotykać minusów w czerwonych kropkach znajdujących się przy każdej appce lub jeżeli mamy soft 11.2 lub nowszy, dopiero zacząć wysuwanie kart z aplikacjami jak w starszych urządzeniach. Kto to zatwierdził pytam?

Poza tym iOS 11 nadal jest zamknięty na cztery spusty na wszelkie modyfikacje, a zapaleńcy trudniący się Jailbreakiem raczej już niechętnie się tym zajmują, gdyż mobilny system Apple stał się na tyle dojrzały i funkcjonalny, że niewiele jest „tweaków” dla których warto by było telefon łamać i narażać na systemowe niebezpieczeństwa. Wciąż jednak nie ma możliwości w iPhonie rejestrowania rozmów głosowych, parowania urządzeń za pomocą NFC czy funkcji ograniczonych do naszego ogródka, jak polski asystent głosowy Siri czy płatności Apple Pay.

 

Specyfikacja i wydajność

Sam system pracuje niesamowicie szybko, a wierzę, że wraz z kolejnymi aktualizacjami będzie działał jeszcze wydajniej. Wszystkie animacje działają tu bardzo płynnie, aplikacje także te bardzo wymagające jak gry z grafiką 3D czy te najnowsze wykorzystujące AR pracują doskonale. Jest to zasługa nowego 64 bitowego układu A11 Bionic wykorzystujący system neuronowy z koprocesorem M11 oraz pojemnej pamięci operacyjnej RAM. Tej nowy iPhone otrzymał aż 3 gigabajty.

Na pokładzie nie zabrakło szeregu sensorów jak trzyosiowy żyroskop, akcelerometr, cyfrowy kompas, barometr, czujnik zbliżeniowy oraz czujnik oświetlenia. Do komunikacji ze światem użyjemy łączności GSM, UMTS, CDMA (tylko model oznaczony A1865) oraz LTE wraz z VoLTE. Jest także WiFi z funkcją WiFi Calling pracujące w pasmach 802.11 a/b/g/n oraz ac z MIMO. Do parowania z urządzeniami bezprzewodowymi, także tymi pracującymi w ramach domowej automatyki HomeKit oddano najnowszą wersję łączności Bluetooth 5.0.

Taka specyfikacja w połączeniu z dobrze zoptymalizowanym oprogramowaniem iOS sprawia, że iPhone X to prawdziwy demon prędkość. Zresztą jak każdy iPhone po premierze. Tu jednak Apple zapowiedziało, że iPhone X w przyszłości się zmieni, jego potężna wydajność nie jest jeszcze w pełni wykorzystana.

Mój iPhone X uzyskał ponad 209 tyś punktów w teście AnTuTu. Podobno model ten jest w stanie wykręcić około 217 tysięcy wyprzedzając ósmą serię iPhone’a.

 

Aparat fotograficzny

To jeden z tych elementów, dla których kupimy ten telefon. Według DxOmark iPhone 10 to numer dwa wśród wszystkich smartfonów na świecie pod względem jakości rejestrowanego obrazu za pomocą kamery. Uzyskał ex aequo 97 punktów na 100 z telefonem Huawei Mate 10 Pro dając się wyprzedzić wyłącznie Google Pixel 2.

Telefon wyposażony został w podwójny aparat fotograficzny oferujący obiektyw szerokokątny oraz teleobiektyw. Pierwszy charakteryzuje się światłem przysłony na poziomie f/1.8 co sprawia, że jest bardzo jasny i rewelacyjnie jak na aparat mobilny sprawuje się także w nienajlepszych warunkach oświetleniowych. Natomiast teleobiektyw charakteryzuje się światłem przysłony f/2.4, co jak na tego typu element jest wynikiem dobrym.

Do dyspozycji użytkownika jest zoom optyczny x2 oraz 10 krotny zoom cyfrowy. Obie kamery dysponują stabilizacją optyczną, w odróżnieniu od Plusa, który w przypadku teleobiektywu stabilizacji nie posiada i to jest jedna z tych funkcjonalności, dla których lepiej wybrać iPhone’a X niż iPhone’a 8 Plus.

Zdjęcia wychodzą naprawdę świetne. Doskonałe efekty rozmycia tła niczym z lustrzanki są możliwe do uzyskania w trybie portretu. Również w nim możemy skorzystać z testowej funkcji sztucznego uzyskania scenicznego światła. Co prawda muszą jeszcze nad nim trochę popracować, ale pobawić się można już dziś. 12 megapikselowy aparat pozwala ustrzelić zdjęcia w rozdzielczości 3024 x 4032 piksele. Mogą to być również zdjęcia z efektem Live photo, który teraz dodatkowo można edytować już po sfotografowaniu. Do wyboru jest pętla, odbicie oraz długa ekspozycja. Można oczywiście wykorzystać kamerę do utworzenia zdjęcia panoramicznego (max 63 megapiksele). W zdjęciach gołym okiem widać różnicę między iPhonem 7, a 10 na korzyść najnowszego modelu.

iPhone X jest także liderem filmowania. Pozwala na rejestrowanie materiału wideo w 4K przy 60 klatkach na sekundę z wykorzystaniem optycznej stabilizacji obrazu. Dodatkowo przy niższych rozdzielczościach 1080p oraz 720p telefon oferuje tak zwaną stabilizację kinową. Nie zabrakło także filmowania w zwolnionym tempie czy filmu poklatkowego. Zaskakujący jest również fakt, że nowy telefon Apple pozwala rejestrować wideo z szybkością 240 klatek na sekundę w rozdzielczości 1080p.

To jednak nie wszystko. Ulepszona została także kamera FaceTime albo mówiąc bardziej dokładnie TrueDepth. Jest to kamera z 7 megapikselową matrycą o świetle przysłony f/2.2. Po za możliwością prowadzenia wideorozmowy, pozwala także na tworzenie selfie oraz filmowanie w rozdzielczości Full HD. Dodatkowo technologia wykrywania twarzy pozwoliła zaoferować użytkownikom dodatek w postaci Animoj.

Dzięki niej możemy zostać małpą, kurą, robotem, a nawet… kupą. Czyli jedną z emotikon, która naśladuje naszą mimikę twarzy oraz potrafi mówić naszym głosem. Może jest w tym trochę dziecinady, ale nie będę ukrywał, że kilka kup z najnowszego telefonu za prawie 6 tysięcy wysłałem ;-). Jednak to nie Animoj same w sobie są tu godne uwagi, a właśnie technologia rozpoznawania mimiki twarzy. Z ciekawością będę się przyglądał jak możliwości TrueDepth wykorzystają deweloperzy.

Lekko zmieniona została aplikacja Aparat. Dodano w niej przycisk x1 tuż nad spustem migawki, która pojedynczym dotknięciem uruchomi nam optyczny zoom do x2.

 

Natomiast jego przytrzymanie uruchomi „pokrętło?” do wygodnego ustalenia przybliżenia cyfrowego. Jest to przyznaję dużo wygodniejsze niż przybliżanie gestem szczypania dostępnym wcześniej.

Przede wszystkim pozwala na obsługę tej funkcji jedną ręką. Wciąż jednak brakuje mi możliwości przełączania rozdzielczości fotografowania/filmowania w samej aplikacji. Nadal musimy przebić się przez gąszcz menu, by wybrać to czy film chcemy nagrać w 24, 30 czy 60 klatkach. To jest totalnie bez sensu. Aplikacja nie zyskała również żadnych bardziej profesjonalnych ustawień. By z nich skorzystać musimy posilić się apką z AppStore.

 

Jak to jest z tą baterią w telefonie iPhone X?

iPhone X został wyposażony w aż dwa połączone ze sobą ogniwa. Taki zabieg pozwolił nadać akumulatorowi nietypowy kształt, dzięki czemu ogniwo o dużej pojemności 2716mAh udało się pomieścić w stosunkowo niedużym i smukłym urządzeniu.

Telefon wspiera szybkie ładowanie, jednak w zestawie nie znajdziemy dedykowanej temu ładowarki. Ta, bazująca na interfejsie USB-C dostępna jest opcjonalnie w cenie 249 złotych za zasilacz. Dodatkowo trzeba kupić dedykowany kabel USB-C za 99 złotych. Według specyfikacja w pełni naładowana bateria oferuje do 21 godzin rozmowy głosowej czy 60 godzin odtwarzania muzyki. Jej wydajność względem iPhone’a 7 poprawiła się o 2 godziny. W praktyce widzę, że bateria pozwala na pracę w moich rękach przez 1.5 doby. Tyle samo wytrzymywał mi iPhone 7 tuż po zakupie.

Tu jednak zaznaczam, że mój telefon wykorzystuję głównie do czytania/pisania maili, połączeń głosowych i smsów, które w większości redaguję w aplikacji na komputerze, przeglądania Facebooka i Squid’a oraz od czasu do czasu ustrzelenia jakichś zdjęć. Nie jest to wynik dobry. Nie jest zły. Ja każdego wieczora odstawiam telefon na ładowarkę, niezależnie od tego jaki jest jego stan naładowania. Dlatego najważniejsze, że telefon bez problemu daje radę wytrzymać pełny dzień roboczy.

 

Od jakiegoś czasu jest to ładowarka bezprzewodowa. Nie będę ukrywał, że początkowo ładowanie w oparciu i indukcję uważałem za zbędny dla mnie gadżet. Jednak dopiero możliwość przetestowania ładowarki indukcyjnej (tej mimo oferowanej funkcji w telefonie, Apple nie dołącza do zestawu. Nie mam także jeszcze w ofercie zapowiadanej ładowarki firmy Apple) pokazało mi jak wygodne jest to rozwiązanie, choć naładowanie baterii trwa trochę dłużej niż tradycyjnym zasilaczem.

 

Połączenia i wszystko co z nimi związane

W telefonie Apple nie zabrakło poza tradycyjnymi możliwościami nawiązania połączeń głosowych przy użyciu telefonii komórkowej także takich usług jak WiFi Calling czy VoLTE. Można również rozmawiać za pomocą usługi FaceTime – głosowo lub za pomocą wideorozomowy.

Głośnik słuchawki w tym telefonie to dokładnie ten sam głośnik, który jest wykorzystywany do uzyskania stereofonicznego dźwięku multimediów. Nic więc dziwnego, że jest to element bardzo głośny, a generowany przez niego dźwięk jest na wysokim poziomie. Podczas prowadzenia rozmów nie stwierdziłem żadnego problemu. Moich rozmówców słychać bardzo dobrze i nie trzeba wcale ustawiać poziomu głośności w maksymalnym położeniu.

iPhone X został także okrzyknięty telefonem z najlepszym dźwiękiem multimediów. Zastosowane głośniki w stereo brzmią świetnie i spełnią nasze oczekiwania nawet podczas oglądania ulubionego serialu w podróży. Jako że bardzo często zdarza mi się prowadzić rozmowy w trybie głośnomówiącym, mogę również potwierdzić, że telefon bardzo dobrze zbiera dźwięk, nawet jeżeli znajduje się około pół metra od nas. Podczas takich rozmów, póki co nikt nie narzekał mi na problemy komunikacyjne.

 

Podsumowanie

Od momentu zakupu iPhone’a X używa mi się go bardzo przyjemnie. W końcu dostałem od Apple coś, co jest produktem nowym, który z chęcią poznaję, ale za razem tak mi znanym i oswojonym dzięki systemowi, który używam i dostępnym w nim usługom. Z wielką chęcią biorę go do ręki tylko po to, by go potrzymać, popatrzeć w jego ekran i poprzesuwać ikony. Od tak, bo tyle daje mi to frajdy. Z iPhonem 7 po zakupie tak nie było. Owszem byłem zadowolony z zakupu, ale za razem znudzony tym, że niemal wcale nie różnił się od modelu 6S, którego używałem przed nim. Taka konstrukcyjna zmiana była w iPhonie potrzebna, wręcz wymagana przez wiernych fanów.

W podsumowaniu niestety nie może zabraknąć odniesienia do ceny tego urządzenia. Podstawowy model oferowany jest z pamięcią 64 gigabajtów. Musimy za niego zapłacić 4979 złotych. Telefon w wariancie 256 gigabajtowym to wydatek 5729 złotych. Tim Cook w jednym z wywiadów oznajmił, że wcale nie uważa iPhone’a 10 za telefon luksusowy, ani nad wyraz drogi. CEO Apple cały swój majątek przeznaczył na cele charytatywne. Nie jest więc to człowiek chciwy. Widać jednak, że kompletnie odleciał, albo w chwili zadania pytania nie wiedział za ile będzie on dostępny w sklepie.

Flagowy Samsung Galaxy S8 w dniu premiery kosztował 3499 złotych. Najnowszy iPhone 8 kosztuje 3479, a jego większy model 3979 złotych. X jest drogi, bardzo drogi, a według mnie nieadekwatnie drogi. To wręcz skok na kasę. Jak wyliczono koszt produkcji dziesiątki to 412 dolarów i 75 centów.

Kwota nie jest niska i nie obejmuje badań i licencji nad technologią oraz marketingu. Nijak ma się do tego, ile musimy za telefon zapłacić. Trzeba to mówić głośno. Cena to największa wada modelu X. Reszta to są niuanse.

Niesamowity. Piękny. Zupełnie inny, ale jednak dobrze mi znany. No i zdecydowanie za drogi. Recenzja iPhone X

Zalety Wady

Zalety

  • Bardzo dobry ekran o oryginalnym kształcie
  • Bardzo sprawnie i wydajnie działa
  • Doskonale zoptymalizowany system
  • Bardzo dobry aparat ze stabilizacją
  • Świetna kamera wideo ze stabilizacją
  • Łatwa w użyciu technologia skanowania twarzy
  • Bardzo ładnie i solidnie wykonany z dbałością o szczegóły

Wady

  • Cena nieadekwatna do wartości produktu
  • Bardzo wysokie koszty serwisowania urządzenia
  • Nieidealne działanie rozpoznawania twarzy
  • Brak Touch ID oraz klawisza Home
  • Wolne ładowanie bezprzewodowe
  • Ekran podatny na wypalanie
Oceny
  • Jakość/Cena
  • Jakość wykonania
  • Jakość aparatu i kamery
  • Wygoda użytkowania
  • Bateria
  • Czujnik Face ID
Michał Gruszka Właściciel AppleMobile.pl, dziennikarz magazynu Mobility, były redaktor naczelny iStyle Magazine - pierwszego w Polsce magazynu dla fanów APPLE. Na co dzień serwisuję Wasz iPhone'y, iPad'y i iPody.