Recenzja iFrogz Coda Wireless – przyzwoitość i jeszcze raz przyzwoitość

Recenzja iFrogz Coda Wireless – przyzwoitość i jeszcze raz przyzwoitość

Recenzja iFrogz Coda Wireless – przyzwoitość i jeszcze raz przyzwoitość

0

Wielu użytkowników urządzeń mobilnych wciąż żyje w przekonaniu, że technologia bezprzewodowa w jaką wielu producentów wyposaża swoje słuchawki negatywnie wpływa na jakość dźwięku oferowanego przez to akcesorium. Kolejnym mitem jest stwierdzenie, że eliminacja tradycyjnego kabla i implementacja modułu Bluetooth pociąga za sobą wzrost kosztów produkcji, a to przekłada się na wysoką cenę finalnego produktu. Nic bardziej mylnego o czym przeczytacie w recenzji poniżej.

Tok rozumowania niektórych osób wynika po prostu ze złych doświadczeń z przeszłości kiedy to technologia Bluetooth raczkowała, a przez to przysparzała wielu problemów poczynając od kiepskiej jakości brzmienia, a na irytującym zrywaniu połączenia kończąc. Jedynym poważnym atutem wówczas była wygoda użytkowania wynikająca z braku przewodu. Obecnie niedociągnięcia te zostały zażegnane, a lata istnienia technologii na rynku poskutkowały też obniżką cen. Słuchawki z wbudowanym modułem Bluetooth można już dziś nabyć w akceptowalnej przez większość osób cenie nawet nie przekraczającej kwoty 150 zł.

Przykładem takiego produktu jest bohater niniejszej recenzji, czyli iFrogz Coda Wireless, którego cena może pozytywnie zaskoczyć zważając na jakość wykonania grajka. By stać się właścicielem akcesorium trzeba będzie wyłożyć na nie z portfela 130 zł. Co zatem dostajemy w zamian?

Jawi się to ekskluzywniej

Produkt pakowany jest w schludnym kartonowym pudełku, w którym spoczywa obok słuchawek przewód audio mini jack 3,5 mm oraz zasilający ze złączami USB i micro USB. Niestety w zestawie sprzedażowym nie znajdziemy dołączonej ładowarki. Nie szukajcie jej więc w ciemnych zakamarkach opakowania. Można jednak ten zabieg producenta zrozumieć patrząc ile ubyło nam gotówki za zakup słuchawek.

Witam serdecznie w moich dłoniach

Doznania organoleptyczne dostarczają niemal wyłącznie pozytywnych emocji. Pamiętajmy wciąż, że w dłoniach trzymamy produkt niskobudżetowy, a więc z definicji tani, na każdą kieszeń. Słuchawki wykonane są z tworzywa sztucznego o matowej, pewnie leżącej w dłoni powierzchni. Charakteryzują się konstrukcją nauszną, otwartą, co oznacza, że nie chowają we wnętrzu muszli całego ucha użytkownika. Przez to produkt jest kompaktowych rozmiarów, a co za tym idzie praktyczny w użyciu i transporcie. Słuchawki na swej bocznej, okrągłej części wykończone są również logiem firmy.

Obie satelity skrywające we wnętrzu 40 mm przetworniki łączy pałąk umożliwiający regulację rozmiaru poprzez rozsuwanie. Od wewnątrz jest on wykończony dokładnie w taki sam sposób jak zewnętrzna część konstrukcji. Brak więc jest tu jakiejkolwiek pianki, czy obszytej gąbki, która zwiększałaby doznanie komfortu podczas spoczywania zestawu na głowie właściciela. Zastanawiałem się nad tym przez krótki czas chcąc skatalogować ten zabieg jako wadę produktu jednak szybko myśli te zweryfikował etap testów. Takie wykończenie bowiem nie wpływa negatywnie na część praktyczną.

Słuchawki bezprzewodowe w odróżnieniu od tradycyjnych zazwyczaj posiadają w swej konstrukcji elementy pozwalające sterować odsłuchem. Niekiedy są to dotykowe powierzchnie wspierające proste gesty, innym razem, częściej stosowanym obecnie, tradycyjne przyciski. Takie też najdziemy u bohatera tego wpisu. W spodniej części prawej słuchawki producent umieścił trzy guziki, czyli włącznik oraz przyciski do zwiększania i zmniejszania głośności.

Podczas odsłuchu elementy te będą spełniały również funkcje przewijania utworów w przód lub tył i wstrzymywania odsłuchu. Zestaw zapewnia też prowadzenie rozmów telefonicznych. W tej części konstrukcji uwadze nie umknie także wbudowane złącze micro USB do podłączenia źródła zasilania, mikrofon oraz tradycyjne gniazdo słuchawek.

Parowanie i praktyka

Łączenie słuchawek iFrogz z prywatnym urządzeniem przebiega sprawnie i odbywa się w dokładnie taki sam sposób jak w większości konkurencyjnych produktów. Dłużej przytrzymujemy przycisk Power, a na smartfonie w ustawieniach Bluetooth wyszukujemy akcesorium i gdy się ono pojawi na liście urządzeń klikamy w nie. O gotowości zestawu do pracy poinformuje nas odpowiedni sygnał dźwiękowy, który pojawi się również podczas włączania i wyłączania gadżetu.

Słuchawki dobrze leżą na głowie i pomimo braku wspomnianej gąbki lub jakiegokolwiek innego wykończenia spodniej części pałąka nie uwierają, a nawet stabilnie zadomawiają się na głowie. Niestety częstą wadą słuchawek o konstrukcji otwartej jest pojawiający się po niedługim czasie użytkowania, przenikliwy ból małżowin usznych. Wynika on z faktu, że muszle słuchawek opierają się o nie podczas słuchania muzyki przygniatając je, co po pewnym czasie skutkuje wspomnianymi dolegliwościami. Z pewnością także i w tym przypadku można fakt ten zanotować in minus.

W ramach złapania równowagi wyniku testu dodam, iż problemów nie sprawia w ogóle obsługa wspomnianych przycisków. Po prostu wykonują one swoją pracę w sposób jakiego życzyłby sobie każdy użytkownik.

I wreszcie najważniejsze

Dźwięk, to w temacie słuchawek kwestia najważniejsza, której dopełnieniem jest wygląd akcesorium, a także jego skutki uboczne podczas długogodzinnego użytkowania, bo te występują niemal w każdym z przypadków, nawet modeli topowych, określanych mianem premium. W sumie nie ma się do czego przyczepić, a chciałbym bo mam dziś skłonności do marudzenia. Wracając do wątku, że mamy do czynienia z produktem dla mas, to znaczy na każdą kieszeń, gadżetem bezprzewodowym muszę niestety stwierdzić, że brzmią one dobrze, zadziwiająco dobrze.

Żadna z tonacji nie dominuje, a dźwięk płynący z membran cechuje harmonia i dobre wyważenie. Nie oznacza to jednak, że słuchawki brzmią płasko. Kiedy trzeba uderzą w ucho potężną dawką basu. Jakość dźwięku nie spada też kiedy rozkręcimy regulator głośności trochę bardziej.

Oczywiście nie jest to jakość porównywalna do topowych modeli na rynku wycenianych na kwoty ponad 1500 zł, co trzeba w tym miejscu mocno zasygnalizować osobom szukającym tu sprzętu high-end lub plasującego się brzmieniem w jego okolicach. Znów biorąc pod uwagę jednak cenę iFrogz Coda Wireless napiszę bez cienia wątpliwości, że to jedne z lepszych słuchawek w swojej klasie.

Podsumowanie

Bohater tego wpisu powinien stać się przedmiotem zainteresowania dla osób, które szukają tanich lecz dobrze wykonanych słuchawek z technologią bezprzewodową. Jestem w stanie nawet pokusić się o stwierdzenie, że w parze z poprawnym brzmieniem są one oferowane w bardzo przyzwoitej, atrakcyjnej cenie. Mankamentem jednak jest ucisk na małżowinę uszną, który już po niedługim czasie daje o sobie znać uciążliwym bólem.

Ubolewam także nad jednym brakiem, który rzucił mi się w oczy podczas rozpakowywania pudełka. Producent nie sprzedaje dedykowanego etui, w którym można by było przenosić akcesorium. Prawdą za to okazuje się deklarowane 10 godzin pracy na baterii. Z czystym sumieniem pomimo paru wad mogę polecić ten gadżet.

Słuchawki trafiły do testów dzięki uprzejmości firmy ZAGG Inc.

iFrogz Coda Wireless – przyzwoitość i jeszcze raz przyzwoitość

Zalety Wady

Zalety

  • Dobra jakość wykonania
  • Dobra jakość brzmienia
  • Przyzwoita cena

Wady

  • Brak etui w zestawie
  • Szybko męczące się uszy
Oceny
  • Jakość wykonania
  • Jakość brzmienia
  • Cena
Krzysztof Rozengarten Jestem tu, bo lubię :-)