Recenzja JBL Partybox 1000 – waga ciężka od pomarańczowych. Efekt „WOW” gwarantowany!

Recenzja JBL Partybox 1000 – waga ciężka od pomarańczowych. Efekt „WOW” gwarantowany!

Recenzja JBL Partybox 1000 – waga ciężka od pomarańczowych. Efekt „WOW” gwarantowany!

0

Czy ktoś z Was nie marzył kiedykolwiek o sprzęcie, który będzie w stanie poprzez muzykę poinformować mieszkańców niewielkiego miasteczka, jakiego gatunku muzyki jesteście fanami? Myślę, że wiele osób miała czasem ochotę po prostu włączyć muzykę na tyle głośno, aby poczuć się jak na koncercie we własnym domu, lub mieć sprzęt na tyle potężny, aby był on w stanie rozkręcić imprezę (nie potańcówkę, ale najprawdziwszą imprezę). Jeśli tak, to z pewnością zainteresuje Was urządzenie, które w moim domu pokazuje swoje umiejętności od kilku tygodni – zapraszam do recenzji głośnika, albo inaczej mówiąc: „przenośnej kolumny estradowej”, czyli JBL Partybox 1000.

Plan był bardzo prosty – gdy JBL zaprezentowało Partybox’a 1000 postawiłem sobie za cel zrobienie wszystkiego, aby móc go przetestować w praktyce. Akurat w momencie prezentacji największego reprezentanta głośników tego typu od JBL’a, w moim domu przebywał mniejszy brat, czyli Partybox 300. W tamtym momencie myślałem, że nic mocniejszego firma nie może już zaoferować, no bo jak, skoro „trzysetka” była już na tyle potężnym głośnikiem? W moich myślach było tylko przekonanie, że to może być jedynie prototyp, który nigdy nie trafi do sprzedaży, albo żart ze strony firmy, aby wywołać efekt przerostu formy nad treścią. Jakie było moje zdziwienie, gdy faktycznie to monstrum miało trafić do regularnej sprzedaży…i tak rzeczywiście się stało.

Prawie 35 kg żywej wagi, maksymalna moc 1100 W i dyskoteka świetlna na froncie to idealny przepis na stworzenie wyjątkowego głośnika! Zapraszam do recenzji JBL Partybox 1000.

Głośnik, który przyjeżdża na palecie – to mówi samo za siebie!

Tak jak wspomniałem wyżej, obrałem sobie za cel przetestowanie największego głośnika ze stajni JBL i w końcu udało mi się tego dokonać. Sprzęt przyjechał do mnie zapakowany na palecie, a kurier przywiózł mi go pod dom wózkiem widłowym – dobrze, że mieszkam w domu jednorodzinnym, ponieważ miałbym nie lada problem, aby zanieść tak duży, czterdziestokilowy karton na piętro. Są to dość irracjonalne przemyślenia, która nie sądziłem, że wystąpią w przypadku głośnika bluetooth. O tym, że rozpakowanie nie należało do najprostszych rzeczy chyba nie muszę dodawać.

Ogromny karton skrywa w sobie po za samym daniem głównym w postaci głośnika, kabel zasilający ze standardem europejskim i kabel zasilający wykonany w standardzie angielskim. Oczywiście nie zabrakło także miejsca na instrukcję wraz z kartą gwarancyjną – na tym zestaw się kończy, ale tak naprawdę nic więcej nam do szczęścia nie potrzeba, aby w pełni cieszyć się nową zabawką.

Spory z niego grubas, dobrze że ma kółka do przemieszczania

Głośnik konstrukcyjnie przypomina i dopełnia całą linie urządzeń z serii „Partybox”. Jednak w przypadku największej wersji możemy mówić o praktycznie podwojonych rozmiarach i zdecydowanie większej wadze, która wynosi ponad 35 kg, co jest jak najbardziej wyczuwalne i nie sposób przenosić urządzenie w pojedynką. W tym przypadku stwierdzenie „weź pod pachę” się nie sprawdzi, natomiast producent na spodzie urządzenia umieścił kółka, dzięki którym przemieszczanie głośnika jest realne i możliwe. Co innego jeśli chcemy go przenieść, wtedy przyda się pomoc drugiej osoby, jednak jest to mało komfortowe. ponieważ JBL nie zapewnił żadnych uchwytów, które ułatwiłyby całą operację.

Konstrukcja urządzenia

JBL Partybox 1000 wykonany został w zdecydowanej większość z tworzyw sztucznych, ale być może samo wnętrze, które tworzy konstrukcję jest wykonane z innych materiałów, jednak nie ma do nich wglądu. Na froncie umieszczono dwa głośniki średniotonowe i jeden przetwornik kompresyjny, przykryte zostały przez aluminiową maskownice, która chroni je przed uszkodzeniami. Front to nie tylko same głośniki, ale również miejsce, gdzie umieszczone są ledy, które wyróżniają go na tle innych głośników.

Efekty przypominają iluminacje znane z głośników z serii „Pulse” od JBL’a, gdzie również zostało to zaprojektowane w podobny sposób, jednak w tym przypadku na o wiele większą skalę. Oświetleniem sterujemy za pomocą klawisza umieszczonego na górnej części całej konstrukcji. Efektów świetlnych jest kilka do wyboru i mamy możliwość uruchomienia dodatkowo „flashy”, które tak samo jak i ledy reagują na rytm muzyki i starają się dopasować do granego utworu.

Bass, który nie zostawia jeńców

Przejdźmy teraz do elementu, który sprawia, że słuchanie muzyki na tym głośniku może niebezpiecznie wpłynąć na konstrukcje danego pomieszczenia. Dwunastocalowy przetwornik niskotonowy, który umieszczony jest na spodzie, potrafi siać niewyobrażalny zamęt. Jest to zarazem największy głośnik niskotonowy jaki miałem okazję posiadać w domu i zarazem jest to najpotężniejsze urządzenie, które zrzuca wszystkie obrazy w moim domu – nie pisze tego w celach humorystycznych, bowiem jest to najprawdziwsza prawda i przy jego pomocy udało mi się rozbić szklany obraz. W odróżnieniu od frontowej maskownicy, która wykonana została z aluminium, na spodzie znajdziemy maskownicę wykonaną z tworzywa sztucznego.

Górna część urządzenia pełni funkcję sterującą – to tutaj znajdziemy większość klawiszy i touchpad, przy pomocy którego zabawimy się w DJ. Oprócz standardowych klawiszy, które służą do sterowania muzyką, w Partyboxie 1000 znajdziemy również dwustopniowy klawisz uruchamiający „bass boost”, klawisze do wykorzystywania ich przy zabawie z touchpadem, dzięki którym możemy nagrywać ścieżki, a także klawisze uruchamiający funkcję „Smart DJ” – jest to nic innego jak automatyczne dodawanie dźwięków do aktualnie odtwarzanego utworu. Podczas okresu testowego użyłem to może kilka razy, jednak jest to moim zdaniem zbędny dodatek.

DJ w cenie zakupu

Będąc jednak w temacie „didżejskim” to warto zatrzymać się przy samych klawiszach, które wykonano z naprawdę wysoką starannością, aby nie był to tylko dodatek, ale jak najbardziej użyteczny element. Klawisze reagują na siłę nacisku (możemy to regulować poprzez specjalne pokrętło) i mamy możliwość wzbogacenia dźwięku poprzez nałożenie efektu „echa”. Fabrycznie do wyboru dostaliśmy dźwięki, które pozwalają grać na perkusji, gitarze i pianinie – z poziomu usb możemy eksportować dźwięki i przypisywać je do poszczególnych klawiszy, czyli tak samo jak w dedykowanych padach tego typu, które możemy kupić osobno jako instrumenty.

Tył konstrukcji został przeznaczony jako miejsce, gdzie ulokowano wszelakiego rodzaju porty i gniazda. Jak na głośnik bluetooth jest tego naprawdę sporo i użytkownik otrzymuje dużą wolę wyboru do czego może mu posłużyć to urządzenie i w jaki sposób wykorzysta jego potencjał. Wszystkie dostępne porty: RCA L/R, gniazdo USB, gniazdo Aux-in 3,5 mm, gniazdo na mikrofon/gitarę z regulacją głośności. Na tylnej części Partyboxa zauważyć możemy niewielki wentylator, który służy do odprowadzania ciepłą z konstrukcji urządzenia. Jęsli zastanawia Was, czy jest on aktywny cały czas, to odpowiedź brzmi: nie – uaktywnia się on tylko w momencie, kiedy jest to konieczne, a podczas jego pracy słyszalny jest delikatny szum, który w żadnym stopniu nie przeszkadza.

Jakość dźwięku – nic dodać, nic ująć

Okej, ale w takim razie – jak to gra? Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Mam taki przywilej, że mogłem posiadać ten głośnik tylko dla siebie przez jakiś czas i myślę, że wykorzystałem czas spędzony z tym głośnikiem bardzo dobrze – sprawdziłem go w wielu różnych gatunkach muzycznych, w różnych miejscach i wiecie co? Ten głośnik jest GENIALNY! Powiem wprost (być może będzie to brzmieć jakbym zachwalał ten głośnik jak małe dziecko, ale nie będę ukrywać, że wywołał on u mnie tyle radości, że inaczej nie da się tego opisać) to urządzenie jest w prost uniwersalnym centrum rozrywki i nagłośnienie każdej przestrzeni. Chcemy posłuchać muzyki w domu? Nie ma problemu. Chcemy puścić wszystkim sąsiadom w okolicy najnowszy album ulubionego zespołu? Nie ma najmniejszego problemu. Mamy ochotę nagłośnić ogromną imprezę? Również nie ma problemu.

W przypadku posiadania Partyboxa 1000 nie możemy mówić o ograniczeniach w przypadku dźwięku – to pierwsze urządzenie, w którym słuchanie muzyki na maksymalnym poziomie głośności jest praktycznie niemożliwe w domowym zaciszu ze względu na zbyt małą przestrzeń, a co się z tym wiążę – ilość decybeli jest tak duża, że to z pewnością zbyt bardzo szkodliwe dla naszego słuchu. Jednak jeśli wyjdziemy z głośnikiem na zewnątrz lub na zdecydowanie większą przestrzeń możemy mówić o kolumnie estradowej, która wręcz mogłaby nagłośnić mały koncert.

Zarówno wysokie jak i średnie tony są takie jak powinny być, dzięki kompresorowi, który znajduje się na górnej części konstrukcji, dźwięk praktycznie zawsze trafia bezpośrednio do naszych uszu. Okej, ale w końcu imprezy nie odbyłyby się bez porządnej dawki niskich tonów. W tym przypadku nie możemy narzekać na ich brak. Kojarzycie to uczucie jak na koncercie lub w klubach z dobrym nagłośnieniem czujecie jak od basu wszystko wewnątrz ciała się porusza? W tym przypadku możemy mówić o identycznym efekcie, poziom i siła basu jest tak potężna, że wszystko dookoła przechodzi w rezonans, w tym także i my 😀 Pod kątem jakość dźwięku to urządzenie to najwyższa możliwa półka. Firma nie poinformowała natomiast jaka rzeczywista moc tkwi wewnątrz, ponieważ 1100 W to maksymalna moc, ale RMS nie jest potwierdzony przez JBL’a.

Podsumowanie

Nikt nie płaci mi za pozytywny odbiór urządzeń, które testuje, zawsze mam wolną rękę – jeśli coś mi się nie podoba to zwyczajnie o tym wspominam w recenzjach. To samo tyczy się chwalenia produktów, a w tym przypadku propozycja od JBL’a jest bardzo udanym produktem. Głośnik daje ogromne możliwości, nagłośni praktycznie każdą przestrzeń, a jedyne ograniczenie to brak wbudowanej baterii – nie jest to głośnik mobilny, także rozumiem takie podejście i zdecydowanie wole potężne, ale przewodowe urządzenie, niż przeciętne i umożliwiające słuchanie muzyki w formie akumulatorowej. JBL Partybox 1000 jest skierowany do osób, które wiedzą czego od niego oczekują, a jeśli zależy Wam na możliwości słuchania muzyki „bez kabla” to w ofercie firmy jest przykładowo JBL Partybox 300, którego również miałem okazję testować i z czystym sumieniem mogę go polecić.

Recenzja JBL Partybox 1000 – waga ciężka od pomarańczowych. Efekt „WOW” gwarantowany!

Zalety Wady

Zalety

  • Masywna konstrukcja, która wynika z potężnych wnętrzności
  • Zastosowane przetworniki średniotonowe i przetwornik kompresyjny, który zapewnia czysty i klarowny dźwięk
  • Ogromny przetwornik niskotonowy, który robi shake'a z pomieszczeń i naszego ciała
  • Mnogość możliwości podłączenia za pomocą umieszczonych na tyle złącz
  • Zintegrowany na górnej części DJ Pad
  • Ciekawie wykonane efekty świetlne, które dopasowują się do granego utworu
  • Maksymalna głośność
  • Nie występują przesterowania, szumy, piski
  • Bass boost, który bardzo dobrze podbija bass, a przy tym nie zniekształca dźwięku

Wady

  • Brak dedykowanych rączek do przenoszenia głośnika
Cezary Pagórek Miłośnik nowinek technologicznych i motoryzacji. Recenzent i dziennikarz technologiczny w serwisie Applemobile.pl