Home Artykuły Czemu nie kupię kolejnego Apple Watch
Czemu nie kupię kolejnego Apple Watch
0

Czemu nie kupię kolejnego Apple Watch

0

Tegoroczną premierę Apple Watchy mamy już za sobą. Minęło kilka tygodni, emocje opadły, czas na zimną kalkulację. Apple Watch Series 6, a może SE? Kupić, czy nie? Pytanie jest palące, ponieważ mój Apple Watch series 1 zasłużył już na emeryturę. Problem w tym, że od trzech lat zastanawiam się nad kupnem nowego Apple Watch i z roku na rok jestem coraz bardziej zniechęcony.

Gdy kupowałem Apple Watch series 1 rynek takich prawdziwych smartwatchy praktycznie nie istniał. Apple, jak to ma w zwyczaju zaprezentowało produkt przełomowy, deklasując konkurencję. Może nie był to zegarek idealny, ale nie miał sobie równych. Jednak przez te kilka lat sporo się zmieniło. Choć do Apple należy obecnie mniej więcej połowa światowego rynku smartwatchy to konkurencja od dłuższego czasu oferuje znacznie ciekawsze produkty. Powiedzmy to szczerze, o ile Apple Watch jest bezkonkurencyjny zegarkiem uniwersalnym, tak kompletnie nie sprawdza się jako zegarek sportowy.

O tym, że Apple Watch nie nadaje się na prawdziwy zegarek sportowy przekonałem się już kilka miesięcy po zakupie. Nastała wiosna, a ja ruszyłem w góry. I bardzo szybko okazało się, że najsłabszym elementem Apple Watch jest bateria. Realny czas pracy w trybie GPS i ciągłego monitorowana tętna nie przekraczał 6 godzin, co było wynikiem bardzo słabym. Po kilku miesiącach kombinowania z Apple Watch i doładowywania go w terenie kupiłem zegarek Garmina i skończyły się problemy. Apple Watcha używałem w tygodniu, Garmina w weekendy oraz podczas całodniowych aktywności sportowych. Jednak każdego roku, podczas premiery kolejnej generacji Apple Watch miałem nadzieję, że Apple w końcu pomyśli o takich klientach jak ja.

Podczas oglądania tegorocznego keynote, na widok nowej usługi fitnesowej w pierwszym momencie powiedziałem „wow, jakie to fajne”. Jednak dość szybko nadeszła chwila refleksji. Po co mi to? Nawet, gdyby było za darmo i dostępne w moim regionie. Żyję aktywnie, uprawiam sporty, ale… głównie w terenie. Jazda na rowerze, górskie wycieczki to moje żywioły. Do tego prawie codzienne bieganie. Na fitness chodzę maksymalnie 4 razy w miesiącu. Więc to, co Apple zaproponowało, po raz kolejny nie jest dla mnie.

Chwila zakupu nowego smartwatcha zbliża się nieuchronnie. Jestem pewny, że nie kupię Apple Watch. Czemu? Ponieważ…

Po pierwsze, Apple Watch w porównaniu z konkurencją ma beznadzieją baterię. W trybie GPS i monitorowania pulsu osiągi tego zegarka są w dalszym ciągu żenująco słabe, jak na kwotę jaką za niego trzeba zapłacić. Apple Watch series 6 pracuje do 18 godzin w trybie zegarka i do 7 godzin w trybie GPS. Dla porównania, konkurencyjny Garmin Venue działa do 5 dni w trybie smartwatch z całodobowym śledzeniem aktywności i pomiarem tętna oraz do 20 godzin w trybie GPS. Oznacza to mniej więcej tyle, że z konkurencyjnym zegarkiem można spędzić intensywny, kilkunastogodzinny dzień na rowerze czy w górach bez kabla do ładowania, a Apple Watch zdechnie w połowie dnia. Tak, wiem, zawsze mogę go sobie doładować w trakcie aktywności. Czy aby na pewno? Kiedy mam to zrobić podczas blisko 50 km górskiej wędrówki albo pokonywania 200 km na rowerze? A nic tak nie psuje humoru jak niezarejestrowany trening. Kto trenuje, ten mnie bez problemu zrozumie.

Po drugie, doczekaliśmy się szóstej generacji Apple Watch, a Apple przez te kilka lat nie potrafiło zbudować porządnej aplikacji do monitorowania treningów. Przez te wszystkie lata Apple nie stworzył choćby namiastki takich serwisów jak Garmin Connect czy Polar Flow. Mimo, że było na to mnóstwo czasu. A na brak środków finansowych firma z Cupertino też nie narzeka. Dlatego używając Apple Watch i tak musiałbym płacić abonament za Endomondo albo Stravę, by w jakiś rozsądny sposób analizować swoje treningi i dzielić się nimi ze znajomymi.

Po trzecie, Apple Watch może i potrafi wykryć migotanie przedsionków, czy zrobić EKG, ale brak mu obsługi protokołu ANT +. Rzecz w sportowym zegarku (albo chociaż w telefonie) must have. Apple ma w głębokim poważaniu standard ANT+, a co za tym idzie ludzi uprawiających sport na poważne. Bez ANT+ nie podłączę czujnika tętna, czujników prędkości, kadencji czy mocy. Czyli tych wszystkich rzeczy, na które przez lata wydałem sporo pieniędzy, by mieć rzetelną wiedzę na temat swojej kondycji i postępów, a także, by moje treningi były bezpieczne. Tak, zegarki konkurencji nie robią EKG… . Ja nie neguję zasadności tej funkcji w Apple Watchu. Jeśli dzięki niej zostało uratowane choć jedno ludzkie życie to było warto ją wprowadzić. Ale jak często potrzebuje EKG osoba o dobrej kondycji? Średnio raz w roku na badaniach kontrolnych.

Po czwarte, nowa opaska Solo, którą, cytując reklamę Apple „zadziwiająco łatwo zakłada się i zsuwa”. O ile może to być zaletą na fitnessie, tak podczas uprawiania sportów w terenie raczej jest mocno problematyczne. Czy to w lesie, czy na wodzie, jest masa okazji, by taki gadżet łatwo stracić. Nic nie zastąpi mocnego paska z tradycyjnym zapięciem. Problem w tym, że do Apple Watcha taki pasek trzeba dokupić za niemałe pieniądze, a konkurencja ma go w standardzie.

Po piąte, mapy. Niestety mapy Apple kompletnie nie nadają się do nawigacji w terenie. I nie ma szans, by w najbliższej przyszłości to się zmieniło. Jeśli mam dokupić mapy osobno, wolę kupić zegarek konkurencji, który ma świetne mapy terenowe w standardzie.

Według mnie Apple obrał złą drogę. Nie chcę tu nikogo obrażać, ale jeśli chodzi o sport to Apple Watch jest gadżetem dla tych, co chcą sobie pobiegać przez chwilę dookoła dzielni, albo pofikać nóżką przed telewizorem. A także dla osób schorowanych, którym potrzebny jest stały monitoring stanu zdrowia. Niestety Apple zapomniało o pokaźnej grupie ludzi, którzy na poważnie uprawiają sporty outdoorowe.

Z niecierpliwością czekam na Apple Watch sport edition. Ale taki prawdziwy sport edition. Z porządną baterią, obsługą ANT+ i serwisem internetowym do zbierania danych o treningach. W obudowie, która nie rozsypie się podczas wywrotki na rowerze czy bliskim kontakcie ze skałą. I na porządną aplikację, która parę Apple Watch i iPhone przekształci w porządny komputer rowerowy z nawigacją. I raczej wątpię, czy się doczekam. Apple Watch jest wręcz do bólu designed in California. O ile bez problemu doprowadzi mnie do najbliższego baru ze świeżymi sokami, tak ze wskazaniem mało uczęszczanej trasy do górskiego schroniska średnio sobie poradzi.

One more thing…

Od zeszłego roku czuję się oszukany. Dokładniej od momentu prezentacji Apple Watcha z niegasnącym wyświetlaczem. Przez wiele lat, od czasu premiery Apple Watch Series 0, Apple wmawiało nam, użytkownikom, że w smartwatchu nie potrzebujemy ekranu, który cały czas wyświetla informacje. No dobrze, jestem w stanie się z tym częściowo zgodzić. Ale skoro tak to czemu poświęcono grubą kasę na skonstruowanie tego wymyślnego wyświetlacza, który wyświetla informacje przez cały czas, skoro to nam – podobno – nie jest potrzebne do szczęścia? Czy tylko ja widzę w tym jakiś kant? Tyle lat niepotrzebny, a tu nagle amazing. Jak dla mnie Apple powoli ale systematycznie traci wiarygodność. Odnoszę wrażenie, że ich wewnętrza polityka to „jeśli nie potrafimy czegoś zrobić, wmówmy ludziom, że to im nie jest potrzebne”. Bardzo wygodne. Tyle, że to jest robienie z ludzi idiotów. Podobnie przez lata wmawiano nam, że do obsługi iPada najlepsze są palce. Rysik? Żadnych rysików! A tu bum! Pojawił się Apple Pencil. Dodatek za kilkaset złotych, bez którego teraz iPad bez mała nie ma sensu. No to jak z tą obsługą palcami? Wystarczy, czy nie? O klawiaturze już nawet nie wspominam.

Nie da się ukryć, że Apple to firma, która po mistrzowsku potrafi zrobić z wady zaletę. Przynajmniej do momentu, aż wadę usunie i zarobi na niej miliony dolarów. Niestety przez takie postępowanie zaczynam się zastanawiać, gdzie tkwi kolejny haczyk. O ile kiedyś kupowałem sprzęty Apple prawie bezrefleksyjnie, bo skoro to Apple to musi być dobre, tak teraz za każdym razem nim sięgnę do portfela po kartę, mówię „sprawdzam”. I bardzo często po sprawdzeniu okazuje się, że owszem, kupuję, ale produkt lub usługę innej firmy.

Czemu nie kupię kolejnego Apple Watch

tags: