
Zegarek od Apple ratuje życie
O jabłkowych produktach ratujących życie swoim użytkownikom słyszeliśmy już nie raz. Był już MacBook, czy iPhone przyjmujący na siebie kulę z pistoletu oszczędzając właścicielowi bólu, a nawet śmierci, czy Apple Watch, który dzięki swoim funkcjom był w stanie na czas zdiagnozować ciężkie schorzenie w organizmie użytkownika.
Ten ostatni po raz kolejny przyczynił się do uratowania życia, dzięki wbudowanym czujnikom tętna. Niejaki James Green – amerykański 28-latek pewnego dnia otrzymał na ekranie swojego Apple Watch’a powiadomienie informujące go o niebezpiecznie podwyższonym tętnie, nienaturalnie odbiegającym również od zapisów z dni, czy tygodni wstecz.
Never thought a stupid lil wrist computer I bought 2 years ago would save my life. Saw my ❤️ rate go up, ended up being a pulmonary embolism pic.twitter.com/r97uRcX0En
— renata’s eyepatch (@_jamestgreen) October 13, 2017
Niepokojące dane pochodzące z aplikacji HeartWatch skłoniły go do odbycia wizyty u lekarza. Tam po serii badań wyszło na jaw, iż James cierpiał na zatorowość płucną. Na szczęście schorzenie zostało wykryte na tyle wcześnie, by móc skutecznie walczyć z chorobą. Zatorowość płucna, to trzecia po zawale i udarze mózgu choroba bardzo często kończąca się zgonem.
Warto przypomnieć, iż system watchOS 4 automatycznie wysyła powiadomienia kiedy nastąpią nienaturalne zmiany tętna u użytkownika. Co ciekawe rzekomo coraz więcej kardiologów zaleca korzystanie na co dzień z Apple Watch’a.
Źródło: The Telegraph










