Recenzja Smarter iKettle 2.0 – czajnik z powrotu do przyszłości
Wracam do domu, woda już czeka
Druga opcja to funkcja powrotu do domu. Wykorzystuje ona do działania wbudowany w smartfon GPS. Jeżeli wykryje, że jesteśmy tuż pod domem, uruchomi gotowanie wody lub chociaż poinformuje Cię powiadomieniem, że jesteś pod domem i możesz włączyć czajnik. Wszystko zależy od ustawień.
Oczywiście by nie drałować baterii naszego telefonu ciągłym sprawdzaniem naszej lokalizacji, możemy wybrać przedział czasowy, w którym najczęściej wracamy do domu. Aby telefon tylko wtedy sprawdzał naszą pozycję i w razie zbliżania do domu, zaproponował nam gotowanie wody. Pomyśleli o wszystkim.
Coś dla młodych rodziców i schorowanych
Jeżeli musicie rozpuszczać jakieś specyfiki lub medykamenty w wodzie zagotowanej, ale nie gorącej, ten czajnik Was ucieszy. Posiada on funkcje powiadomienia o temperaturze wody po zagotowaniu. Żeby było łatwiej zrozumieć, wesprę się przykładem. Powiedzmy, że musimy wziąć lekarstwo rozpuszczane w zagotowanej wodzie, jednak nie może być ona gorącą. Musi być ciepła, powiedzmy 60 stopni Celsjusza. Włączamy funkcję Formuła, ustawiamy temperaturę 60 stopni.
Czajnik gotuję wodę do 100 stopni. Następnie wyłącza się i woda stygnie. Gdy oziębi się do ustawionych 60 stopni, otrzymamy na telefon powiadomienie. Możemy zrobić sobie lekarstwo zgodnie z zaleceniami.
Czajnik potrafi także podtrzymać temperaturę wody przez określony czas. Może na przykład utrzymać temperaturę 70 stopni przez najbliższe 30 minut.
Czego czajnik nie potrafi, a powinien?
To czego mi zabrakło to możliwość zagotowania wody kompletnie zdalnie, bez konieczności spięcia telefonu z domową siecią. Jeżeli stoimy na światłach będąc blisko domu, nie uruchomimy czajnika. No ok, możemy skorzystać pewnie z jakiegoś VPN, albo spiąć czajnik z jakąś automatyką, która rozkaże urządzeniu uruchomić gotowanie. Zapewne jest to podyktowane bezpieczeństwem i.. no właśnie potrzebą użytkownika.
Gotowanie wody trwa bardzo krótko. Już samo uruchomienie gotowania, gdy zostanę wykryty pod domem, wystarczy by wraz z wejściem do niego woda już stała gotowa do zalania ciepłego napoju. Jednak czy urządzenie będące częścią Internetu Rzeczy nie powinno być z definicji dostępne z dowolnego miejsca na świecie?
Niestety kolejny problem, o wiele bardziej poważny to stargetowanie produktu dla osób samotnych. I nie chodzi tu wcale o to, że mając żonę czy mężą, to zdalne zalewanie kawy z możliwością przyniesienia mamy gratis w pakiecie ślubnym. Niestety czajnik potrafi sparować się tylko z jednym kontem użytkownika na jednym urządzeniu. Dlatego chcąć sterować czajnikiem z poziomu teleofnu czy iPada przez wszystkich członków rodziny, jesteśmy zmuszeni kupić albo jedno wspólne urządzenie typu tablet lub po czajniczku dla każdego w domu, by mogli sterować nim za pomocą swoich smartfonów. To jest zdecydowanie do poprawy.



















