Recenzja SONY WH-1000XM3 z aktywnym i inteligentnym systemem redukcji dźwięków otoczenia

Recenzja SONY WH-1000XM3 z aktywnym i inteligentnym systemem redukcji dźwięków otoczenia

Recenzja SONY WH-1000XM3 z aktywnym i inteligentnym systemem redukcji dźwięków otoczenia

21
0

Co za czasy… pytasz znajomych, przeczesujesz sieć, czytasz recenzje i śledzisz specyfikację słuchawek tylko po to, aby znaleźć te, które dadzą Ci największą… ciszę… Paradoks? Do kwadratu. Tylko, że SONY WH-1000XM3 to rzeczywiście zestaw, po który sięgają przede wszystkim Ci, spragnieni ciszy i odcięcia się od gwaru otaczającego nas świata. W samolocie, w pociągach czy po prostu w pracy w openspace’owym środowisku. To w takich warunkach japoński zestaw udowadnia, że jego cena nie jest wyłącznie wynikiem jakiegoś nieporozumienia, a odzwierciedleniem rzeczywistej wartości.

Na SONY WH-1000XM3 kazano mi czekać bardzo długo, nim udało się je wreszcie wyciągnąć od Sony na testy. Popularność zestawu sprawiła, że wielu testerów chciało na własne uszy przekonać się o wyjątkowości słuchawek, tym bardziej, że już ich poprzednik, czyli model WH-1000XM2 zbierał bardzo dobre opinie, a obecny model podobno miał być zdecydowanie lepszy.

Dla mnie SONY WH-1000XM3 to przede wszystkim ciekawostka pod względem wyścigu między producentami o palmę pierwszeństwa, jeżeli chodzi o jakość dźwięku w połączeniu z systemem redukcji szumów. Przez wiele lat na tym polu królowało BOSE ze swoją serią słuchawek QuietComfort od modelu QC25 po QC35 i QC35II. Ostatnia odsłona wprowadziła sporo kontrowersji, nic więc dziwnego, że król powrócił głośno (a raczej cicho, dzięki genialnemu ANC!) i z przytupem modelem BOSE NC 700. Co na to Sony?

Recenzja słuchawek BOSE NC 700. Powrót króla.

Słuchawki Sony miałem okazję testować na pokładzie gigantycznego Airbusa A380, gdzie wypadły nad wyraz interesująco, czego dowodem jest idylliczny sen w obie strony w trakcie dziennego lotu, a to wszystko z jedynie włączonym systemem redukcji szumu, bez odtwarzanej muzyki. Testy dźwiękowe też oczywiście się odbyły. Ale po kolei.

Co w zestawie sprzedażowym? 

Mocno wymacany, nazbyt popularny, ale przynajmniej całkowicie sprawny zestaw, który otrzymałem do testów niestety pozbawiony został fabrycznego opakowania. Toteż musiałem posiłkować się informacjami zdobytymi z sieci o tym, co powinno znajdować się w zestawie sprzedażowym. I tak w opakowaniu powinny znajdować się: przewód JACK-JACK (obecny). Przejściówka samolotowa (obecna). Etui materiałowe do wygodnego przechowywania (jest). Krótki kabelek USB-C do ładowania też oczywiście jest. Wydaje się, że poza opakowaniem niczego nie zabrakło.

Etui, mimo że tekstylne, posiada dość sztywną wkładkę, dzięki czemu możemy być spokojni o zestaw w czasie przenoszenia w plecaku czy walizce. Przy tym słuchawki potrafią się tak sprytnie złożyć, że etui jest dość płaskie, a więc nie zabiera nam szczególnie dużo miejsca. W zasadzie to pierwsze sztywne etui, które wraz z słuchawkami zabrałem na urlop. Dotąd zawsze zabierało zbyt wiele miejsca, więc słuchawki lądowały albo na karku, albo luzem. Tu mogłem je bezpiecznie schować wraz z akcesoriami – przewodem JACK i kabelkiem.

Pierwsze wrażenia 

Trudno się do czegoś przyczepić. Może do tego, że wyglądają na dość masywne. Ale to tylko pozory. W rzeczywistości są bardzo lekkie (255 gramów). Wysokiej jakości plastik z satynowym wykończeniem sprawia wrażenie solidnego. Gruba warstwa wykończenia dobrze opiera się trudom codzienności (sami zobaczcie po zdjęciach jak dobrze wyglądają choć jest to zestaw, który przeszedł przez wiele rąk!). Nieco słabiej radzi sobie z tłustymi palcami. Matowe wykończenie bardzo łatwo ujawnia poodciskane paluchy, a tych z racji dotykowej obsługi na muszli, z czasem nie brakuje.

Zawieszone na regulowanym pałąku muszle obracają się na płasko w jedną stronę i w dość dużym stopniu w drugą. Taka konstrukcja gwarantuje, że dopasowanie do głowy będzie maksymalnie komfortowe, a odłożenie ich na karku podczas spaceru nie będzie uwierać na szyi.

Bardzo miękkie tworzywo skóropodobne użyto do obicia górnej części pałąka oraz padów z pianki poliuretanowej. Należę do tych osób, które mają szczególny problem z pałąkiem. Niewiele słuchawek nie uwiera mnie na czubku głowy, powodując ból. Szczególnie te ciężkie i ze sztywnym pałąkiem są szczególnie nieprzyjemne przy dłuższym użytkowaniu. Jeżeli chodzi Sony, zrobili w tej kwestii świetną robotę. Jest mięciutko, a po chwili zapominamy, że wiszą nam na głowie.

Nie można narzekać także na komfort dużych wokół usznych padów, pod warunkiem, że nie wpadniecie na pomysł, aby leżąc przy basenie na leżaku przy +33 stopniach posłuchać muzyki. Niestety, po kilkunastu minutach pot cieknie wam po uszach, a małżowiny gotują się od tego sztucznego materiału. Natomiast w klimatyzowanym samolocie, jak wspominałem uśniecie w ciągu dnia w nich jak dzieci. Takie są wygodne!

Inteligentny tryb redukcji szumów 

Mówcie co chcecie, ale słuchawki bez aktywnego tłumienia dźwięków z otoczenia, to dzisiaj propozycja wyłącznie dla klienta mocno wymagającego naturalności dźwięku (a więc drogie), albo niewymagającego zbyt dużo (a więc tanie). Rachunek strat i zysków spowodowanych systemami tłumienia jakbym nie patrzył niemal zawsze wychodzi na korzyść ANC. Oczywiście, tłumienie ma mniejszy czy też większy wpływ na to, co w konsekwencji dociera do naszych uszu.

Wybierając słuchawki z tłumieniem stawiamy jednak na święty spokój – w podróży, w pracy czy po prostu w domu, kiedy chcemy słyszeć muzykę, a nie to co dzieje się wokół. W zależności od modelu, jedne z tłumieniem radzą sobie lepiej, inne gorzej. Jedne sprawdzają się doskonale w czasie lotu i ciągłego szumu, który genialnie wycinają, ale nie radzą sobie z pojedynczymi dźwiękami, jak stuknięcie co jakiś czas czy ze zwykłą rozmową w naszej obecności.

00

Tak było choćby z BOSE NC 700, które do tej pory wydawały mi się idealne, jeżeli chodzi o system ANC w trakcie podróży, ale miały spory problem z dźwiękami rozmów. Nie nadawały się wiec zbytnio do zastosowań w otwartym biurze. W przypadku Sony WH-1000XM3 jest inaczej.

Jak wspominałem, zestaw testowałem w różnych warunkach – od samolotu, po autobus na domowym zaciszu kończąc. I tak w warunkach samolotu spisują się niesamowicie, w zasadzie porównywalnie do BOSE NC 700, jeżeli nie lepiej, bo wydają się nieco bardziej wygodne za sprawą wykończenia pałąka. Nie można przy tym zapomnieć o tym, że ANC zastosowane w Sony to naprawdę aktywny system, który dzięki funkcji SENSE ENGINE potrafi adaptować ustawienia do warunków w jakich się znajdujesz – poruszanie, czekanie, chodzenie. One to wszystko wiedzą :-).

Ponadto słuchawki optymalizują ciśnienie atmosferyczne i dopasowują się do pracy na dużych wysokościach. Po raz ostatni takie wrażenie pod względem zaawansowania zrobiły na mnie parę lat temu Parrot Zik.

Co ciekawe, to chyba pierwszy zestaw z aktywnym tłumieniem, wyposażony w funkcję kontaktu ze światem zewnętrznym, które podczas jego użycia nie wyłącza odtwarzanej muzyki. Z reguły jest tak, że jeżeli słuchamy czegoś i akurat stewardesa pyta co chcemy do picia, to przełączając słuchawki w tryb kontaktu, wyłączany jest dźwięk muzyki, a wzmacniany dźwięk otoczenia. Sony zrobiło to inaczej. Muzyka leci w tle, a my mamy normalny kontakt ze światem. Co więcej, nie musimy ściągać słuchawek do chwilowej rozmowy. Wystarczy położyć rękę na prawej muszli, aby słyszeć, co kto do nas mówi. Po zabraniu ręki tłumienie powraca. Świetne!

I tu dochodzimy do wyższości zestawu SONY nad wspominanym BOSE – tłumieniu rozmów. BOSE NC 700 to bardzo ładne (moim zdaniem mimo wszystko ładniejsze od Sony) słuchawki o genialnym dźwięku i dobrze pracującym Noise Cancelling. Niestety przeciętnie sobie radzą z tłumieniem głosu postronnych osób. Nie, nie chodzi o to, że jest tragedia. Jest cisza, ale nie definitywna. Mimo, że głos dochodzi do nas słabo, to na tyle wyraźnie, że możemy nawet zrozumieć słowa osób, które rozmawiają. W Sony, jeżeli ktoś stoi od nas w pewnej odległości, to może gadać i gadać, a słychać go nie będzie. Do otwartego biura będą świetne. Co ważne, funkcja tłumienia działa tak samo bezprzewodowo jak i na kablu.

Jak się spisują od strony dźwiękowej? 

Tu trzeba zaznaczyć, że zestaw oferuje zupełnie inne doznania, jeżeli odtwarzamy dźwięk za pomocą przewodu, a inaczej, jeżeli bezprzewodowo z użyciem Bluetooth 4.2. Co zresztą nie powinno dziwić. Dziwi natomiast aż taka różnica. Nim przejdę do różnic, trzeba zauważyć, że WH-1000XM3 oferują nie tylko kodowanie AAC, ale także aptX, aptX HD i LDAC.

Brawa należą się za to, że bardzo trudno dostrzec niuanse podczas pracy na bluetooth, pomiędzy tym czy korzystamy z systemu aktywnej redukcji szumów czy akurat system ten wyłączymy, poza tym, że przy włączonym przestajemy słyszeć ćwierkające ptaszki za oknem, stukające dyski z NAS’a znajdującego się pod biurkiem czy szumiące wiatraki komputera. Przy wyłączonym, wszystko to słyszmy i ma to wpływ na ogólny odbiór utworów. Bardzo fajnie dostrzec tą różnicę, korzystając z gestu dotknięcia prawej muszli i po chwili jej puszczenia. Nagle nastaje ta perfekcyjna cisza. Coś spektakularnego!

Natomiast jeszcze ciekawiej robi się w przypadku pracy na kablu. Wtedy możemy liczyć na pasmo przenoszenia w zakresie od 4Hz do 40kHz w odróżnieniu do wykastrowanego 20-20kHz przy BT. Szczegółowość jest tu ogromna, a jeżeli skorzystamy z jakiegoś odtwarzacza i plików dźwiękowych w wysokiej rozdzielczości, trudno się nie zachwycać.

Kolejną dźwiękową zaletą, która daje pstryczka w noc BOSE NC 700, jest możliwość skorzystania z wbudowanego equalizera, który poza gotowymi presetami, pozwala ręcznie nastawić własne poziomy dla częstotliwości.

Słuchawki w zależności od ustawień grają bardzo dynamicznie. Tę dynamikę osobiście starałem się nieco kastrować, aby czasem za bardzo nie poszła ona w stronę „beatsów dla małolatów”. Standardowe nastawy są dość nisko ustalone, przez co słuchawki intrygują dolnymi partiami, ale mocno gubią górne, zdecydowanie za mocno je spłaszczając. Equalizer ratuje sytuację. Dla nieobeznanych lub po prostu leniwych, polecam appkę Sonarworks True-Fi. Zrobi wszystko za nas.

Bateria, to kolejna mocna zaleta zestawu 

Na palcach jednej ręki mogę policzyć ilość koniecznych ładowań, które wykonałem podczas tego kilkutygodniowego testu. 30 godzin ciągłej pracy na pełnej baterii przy komunikacji Bluetooth to nie pobożne życzenie. To fakt. Jeżeli chodzi o baterię, to chyba najdłużej pracujące na jednym ładowaniu słuchawki z ANC jakie kiedykolwiek używałem.

Podsumowanie 

Słuchawkami Sony WH-1000XM3 zainteresowałem się przy okazji recenzji BOSE NC 700. Wiele osób szukając dobrych słuchawek z ANC ma dylemat między właśnie tymi modelami. Po tych kilku tygodniach z produktem Sony dokładnie rozumiem skąd te rozterki. Co gorsza, mogąc używać obu, nadal nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, które są lepsze.

Trzeb jednak jasno powiedzieć, że BOSE jest zdecydowanie droższe i mniej skuteczne w warunkach biurowego gwaru. Jest natomiast jak dla mnie ładniejsze. Dźwiękowo grają podobnie, choć w trybie BT waga nieco przechyliłaby się na amerykański produkt. Natomiast na kablu SONY wygrywa, podobnie jak przy porównaniu pracy w trybie kontaktu ze światem zewnętrznym. Mówiąc wprost – jeżeli zależy Ci na ciszy w otwartym biurze, bierz Sony. Jeżeli nie jest to dla Ciebie priorytet, to których nie wybierzesz, będziesz zadowolony.

Recenzja SONY WH-1000XM3 z aktywnym i inteligentnym systemem redukcji dźwięków otoczenia

(21)

Zalety Wady

Zalety

  • Niezwykle wygodne w użytkowaniu
  • Spektakularny system aktywnej redukcji dźwięków
  • Niezwykle zaawansowane
  • Praktyczna aplikacja do zarządzania
  • Bogaty zestaw sprzedażowy

Wady

  • Wciąż nie należą do najtańszych
Michał Gruszka Właściciel AppleMobile.pl, dziennikarz magazynu Mobility, były redaktor naczelny iStyle Magazine - pierwszego w Polsce magazynu dla fanów APPLE. Na co dzień serwisuję Wasz iPhone'y, iPad'y i iPody.