Recenzja Parrot Zik 3 najbardziej zaawansowanych słuchawek na świecie
Może Parrot już to wykalkulował i z wyliczeń wyszło, że czego by nie wymyślili i nie zrobili jego inżynierowie, to Ziki 2 były tak dobre, że i tak nikt by ich nie wymienił na kolejny model. Trudno mi powiedzieć. Mam jednak mieszane uczucia względem zmian zewnętrznych, jakie zaszły (choć bardziej można tu mówić o tych, które nie zaszły) w nowych słuchawkach Parrot’a. Mając do dyspozycji wspaniałego designera w postaci Philippe Starcka, dobry rozpoznawalny produkt i oddanych klientów, którzy czekają na kolejny, Parrot trochę dał ciała prezentując nam odgrzany kotlet.
Czy są jakieś szczegóły, niuanse i znaki rozpoznawcze w wyglądzie słuchawek, które pozwalają rozróżnić oba modele? Owszem. Jednym z nich jest przycisk do włączania.
Nowe Ziki mają wklęsły, co jest dobrą zmianą, gdyż łatwiej go namierzyć bez ściągania słuchawek z głowy. Starsze mają klawisz wypukły na równi z krawędzią obudowy, przez co czasem trudno bez ściągania ich z głowy odszukać włącznik.
Ponarzekałem, czas przejść do rzeczy
Zestaw posiada giętki pałąk sprężynowy. Można go rozchylać. Jest bardzo solidny, nawet wielokrotne odginanie pałąka nie powinno źle wpłynąć na dociskanie zestawu do głowy. Pałąk obity jest materiałem skóropodobnym. Przyjemnym w dotyku.
Niestety francuzi nie odrobili lekcji z poprzednich generacji i jeżeli mamy stosunkowo krótkie włosy, mocno dociśnięte słuchawki do głowy, mogą one przynajmniej z początku wywołać dyskomfort w postaci ucisku słuchawek na głowę, a dokładnie jej czubek.
Słuchawki są dość ciężkie z racji użytych materiałów, jak również akumulatora, który znajdziemy w lewej muszli oraz elektroniki, którą zamontowano w prawej. Są także cięższe niż Ziki 2.0 o całe 5 gramów. Co waży te 5 gramów więcej? Najprawdopodobniej elektronika odpowiadająca za bezprzewodowe ładowanie, choć to tylko moje domysły.
























