Recenzja Parrot Bebop 2 – nowy, lepszy, najlepszy!
Jakie zmiany?
Z zewnątrz nowy „truteń” nie zmienił się zbyt wiele. Jedyne co rzuca się w oczy to bardziej stonowana kolorystyka (Bebop 1 był dostępny w wielu kolorowych wersjach, ja testowałem czarno żółtą) drona. Dwójka póki co oferowana jest jedynie w kolorystyce biało czarnej. Zdecydowanie większy jest tu akumulator, co potwierdza również specyfikacja – tu producent zainstalował wreszcie dobrą baterię o pojemności 2700mAh, która pozwoli poczuć wiatr w śmigłach nawet przez 25 minut. I to wcale nie jest żaden marketingowy „bullshit”. Aż dziwnie mi było testować tego drona, patrząc co chwilę na stan baterii w obawie o to, że zaraz spadnie mi do Odry, stawu Brodowskiego czy na ruchliwą ulicę wjazdową do miasta, a tu procent lecą powoli, a ja latam i latam… Czas latania w okolicach 20 minut nie jest tu żadnym wyczynem.
Kolejną nowością jest wygodne zapięcie baterii oraz solidny duży, podświetlany wysokiej jasności czerwoną dioda LED przycisk włączania. Pamiętam, że baterię z poprzednich dronów Parrota zawsze odłączało się dość problematycznie.
Tu zostało to rozwiązane bardzo sensownie i przez to wygodnie. Także ten włącznik to nie tylko łatwość uruchamiania drona. To także łatwość w nawigowaniu nim podczas patrzenia w niebo. Migająca dioda LED widoczna jest z bardzo daleka, nawet w słoneczny dzień, dzięki temu zawsze wiemy w która stronę skierowane jest oko quattrocoptera.
Francuzom udało się także odchudzić urządzenie, co zapewne miało pozytywny wpływ na czas pracy baterii oraz prędkość, którą potrafi rozwinąć (około 60 km/h). Co prawda w dotyku obudowa wydaje się już nie być tak solidna jak w przypadku poprzedniej generacji, to jest to tylko złudzenie i efekt przeprojektowania korpusu, który nadal jest bardzo solidny i odpowiednio chroni znajdujący się wewnątrz komputer i kamerę.
Lepsze wideo i zdjęcia
Kamera również przeszła tu metamorfozę. Jest znacznie lepiej. Wciąż jest to obiektyw typu rybie oko, „widzące” wszystko co się dzieje z kątem widzenia 180 stopni. Udało się jednak pozbyć efektu rozciągania obrazu, typowego dla Fish Eye. Obiektyw jest także jaśniejszy – F 2.3, a stabilizacja przestała być jedynie cyfrowa co znacząco polepszyło płynność filmowania w ruchu. Nie musimy się już obawiać o wyświetlanie czarnej ramy na filmie podczas filmowania w ruchu.
Rejestrowane wideo to wciąż format Full HD 1080p z kodowaniem H264, z prędkością 30 klatek. Kiedy porównałem testowe filmy z Bebop 1 do tych, które nagrałem Bebop’em 2, widać znacząco poprawę jakości rejestrowanego wideo. Filmy są bardziej gładkie, bardziej ostre i mniej „poszarpane” jak w przypadku jedynki.
















