
Recenzja MONSTER DNA ON-EAR – ciekawych słuchawek otwartych z MFI
Bardzo modna marka Monster po raz kolejny pokazała na co ją stać. Model DNA ON-Ear to super lekkie słuchawki nauszne, których zestrojenie pozwoli zaspokoić wszystkich spragnionych mocnego i żywego dźwięku.

Monster DNA On-Ear to wysokiej klasy słuchawki nauszne charakteryzujące się bardzo lekką i wytrzymałą konstrukcją. Słuchawki mają świetny nowoczesny design i dostępne są w kilku ciekawych zestawach kolorystycznych. Dzięki tym słuchawkom, nie będziesz musiał już wybierać między głębokim basem, a czystymi i wyraźnymi tonami wysokimi.

Dla maksymalnego komfortu słuchawki wyposażone zostały w miękkie i wygodne poduszki, co gwarantuje również bardzo dobrą izolację od hałasów z zewnątrz.
W zestawie
W zestawie z tym modelem znajdziemy kilka przydatnych gadżetów. Wśród nich jest ściereczka z mikrofibry do polerowania połyskujących elementów obudowy słuchawek. Dodatkowo producent sprezentował nam całkiem spore etui wykonane z materiału imitującego skórę zamszową z wytłoczonym logo producenta i serii DNA.

Na etui znalazło się miejsce na niewielki karabińczyk. Możemy przypiąć je sobie do szlufki w spodniach lub plecaka.

Prócz takich typowych gadżetów w schludnie przygotowanym opakowaniu znajdziemy dwa przewody – jeden MFI z pilotem, drugi standardowy audio oraz skromną dokumentację. Zabrakło trochę przejściówki JACK 6.3mm. Ale biorąc pod uwagę, że est produkt DNA jest raczej dedykowany urządzeniom mobilnym aniżeli stacjonarnemu odsłuchowi ze wzmacniacza, to ten drobny brak można wybaczyć.

Plus natomiast należy się producentowi za świetnej jakości płaskie przewody, które nie przenoszą dźwięków na wskutek tarcia o ubranie. Przewody również się nie plączą, są miłe w dotyku i o odpowiedniej długości. Ich wtyczki są bardzo solidne, dobrze wykończone. Nie bez powodu Monster jest uznawany za lidera w kwestii przewodów w przemyśle A/V.
Budowa
Słuchawki są bardzo małe, jak na ten typ. Na dodatek można je jeszcze złożyć do środka. Przez to idealnie się nadają do zabierania je wszędzie tam, gdzie się wybieramy. Przemyślana składana konstrukcja, odpowiedni pokrowiec i bardzo duża odporność na odkształcenia i uszkodzenia powodują, że nie powinno ich zabraknąć w bagażu na żadną wycieczkę.

Elastyczny pałąk jest bardzo giętki. Można go bez najmniejszego problemu wyginać w każdą stronę i nie pęka. Nie jest to raczej ten materiał, który zastosował Klipsch w swoim modelu Status, ale nie odstępuję mu solidnością i odpornością.

Od wewnętrznej strony pałąk został wyłożony miła w dotyku gumowaną otuliną. Dzięki czemu słuchawki całkiem nieźle trzymają się na głowie, choć w moim przypadku mógłby mocniej do niej przylegać.

Regulowana długość pałąka pozwala na dopasowanie zestawu do dowolnej wielkości głowy. Zewnętrzna część pałatką została ozdobiona lakierowanym elementem, dodatkowo ozdobionym logo producenta i serii produktu. Muszle posiadają charakterystyczny trójkątny motyw z logo serii DNA.

Jedną z największych zalet słuchawek Monster jest wyposażenie ich w aż dwa złącza JACK 3.5mm, – po jednym na muszle. Dzięki temu możemy podłączyć przewód dokładnie w ten kanał, w muszli, który najbardziej nam odpowiada. Ponadto, gdy jeden nam zacznie szwankować, zawsze możemy wykorzystać drugi.

Słuchawki Monster DNA On-Ear to typ słuchawek otwartych, stad też obudowy przetworników są niewielkie. Producent wyposażył je w miękkie poduszeczki, które bardzo dobrze przylegają do uszu. Zostały one obszyte skóropodobnym materiałem, który nie powoduje pocenia się skóry uszu. Zastosowana gąbka nie układa się pod wpływem ciepła, co ma i wady i zalety.

Z zalet należy wskazać bardzo duży stopień izolacji od dźwięków zewnętrznych. Niektórym jednak może przeszkadzać ciągły ucisk uszu, który nie współgra z uciskiem pałąka. W zasadzie podczas chodzenia z tymi słuchawkami ma się wrażenie, że trzymają się nam one jedynie na uszach, a nie na całej głowie.
Specyfikacja
To będzie najkrótszy akapit tej recenzji, gdyż jak powszechnie wiadomo, firma Monster jest bardzo tajemnicza w kwestii tego, co montuje w swoich urządzeniach. Jedyne co wiadomo, to to, iż są to podzespoły wysokiej jakości?
Odsłuch
Słuchawki rzeczywiście brzmią bardzo dobrze. Ich szczegółowości zachwyca. Momentami chyba brakuje mi mocniejszego dołu. Jest to zapewne spowodowane ich uniwersalnością. Producent chciał tu pogodzić zupełnie dwa światy, – mocny dynamiczny dół, z lekka i delikatną górą. Płynący z przetworników dźwięk jest zrównoważony. Inżynierowie musieli naprawdę sporo pracy włożyć w ich zestrojenie, by udało się uzyskać słyszalność niemal pełnego pasma po jego same końce.

Słyszalność dołu nie jest tu jakość niezwykle niska. Raczej wyważona. Mimo, że używam słuchawek od niemal dwóch tygodni, jeszcze nie mogę rozgryźć czy jest mi go za mało, bo nie czuję niedosytu. Z drugiej strony nie mam też wrażenia, że faktycznie w każdym momencie chciałbym go więcej. To trudne do opisania, trzeba to usłyszeć i poczuć. Monster DNA zapewniają fajną przestrzeń tła i wielką bliskość z wokalem. Za takie emocje, które dostarcza ten zestaw lubię słuchawki otwarte.
Podsumowując o MONSTER DNA ON-EAR
Monster DNA to bardzo uniwersalne słuchawki, które zapewnią sporą dawkę muzycznych emocji wszystkim amatorom dobrego dźwięku, którzy nie posiadają jednego ulubionego nurtu muzycznego. Zestaw ten doskonale odnajduje się w ciepłych delikatnych utworach, jak również w mocnych czarnych brzmieniach. Są dynamiczne, ale również potrafią utulić do snu, lekko mruczącym głosem wokalisty. Lekkie, solidne i wytrzymałe. Współpracują z urządzaniami Apple, choć mimo posiadania certyfikatu MFI, nie potrafią zarządzać odtwarzaczem iPod?a Classic. Pilot nie pozwala regulować głośności. Z produktami Apple pod iOS radzi już sobie wzorowo. Bardzo fajne i warte polecenia. Jak na produkt Monster i oferowaną jakość nie są drogie, a potrafią naprawdę doskonale zagrać.
Zalety:
- + Uniwersalne
- + Doskonale grają
- + Dwa wejścia JACK 3.5mm
- + Obsługa urządzeń Apple (MFI)
- + Bogaty zestaw sprzedażowy
- + Solidne i wytrzymałe
Wady:
- – Nie obsługują iPod’a Classic
- – Wrażenie, że trzymają się na uszach, a nie na całej głowie











