Home Artykuły „Nie przeraża mnie, kiedy z komputera leci siwy dym” – O starych komputerach, Apple i powstającej książce, która powinna zainteresować każdego fana Apple rozmawiamy z Pawłem Wroneckim, kolekcjonerem komputerów Apple, założycielem AppleClub.pl
„Nie przeraża mnie, kiedy z komputera leci siwy dym” – O starych komputerach, Apple i powstającej książce, która powinna zainteresować każdego fana Apple rozmawiamy z Pawłem Wroneckim, kolekcjonerem komputerów Apple, założycielem AppleClub.pl

„Nie przeraża mnie, kiedy z komputera leci siwy dym” – O starych komputerach, Apple i powstającej książce, która powinna zainteresować każdego fana Apple rozmawiamy z Pawłem Wroneckim, kolekcjonerem komputerów Apple, założycielem AppleClub.pl

0

Czasem pasja wymaga poświęceń, choćby przestrzeni domowej. Jednak jeśli się kolekcjonuje stare komputery, to należy nastawić się na wyrzeczenia. I mowa tu nie tylko o niemałych środkach wydanych na zakup eksponatów. Paweł Wronecki, znany w świecie Apple pod pseudonimem Pepe, to kolekcjoner i pasjonat starych komputerów, a także założyciel AppleClub.pl. 

 

– Skąd się wzięła Twoja słabość do produktów Apple?

– Trochę w tym było przypadku, ale może tak musiało być. Początkowo interesowałem się najpopularniejszymi markami komputerów mojej młodości, takimi jak Atari, Amiga, Commodore. Ale wtedy jeszcze nie podchodziłem do tego tak serio kolekcjonersko, jak obecnie. Z racji wykonywanej pracy dużo podróżuję służbowo, akurat w 2014 r. leciałem do Johannesburga. Trasa długa, zacząłem sobie na pokładowym kinie wyszukiwać filmy. Zdecydowałem się na biografię Steve’a Jobsa, czyli film „Jobs” z Ashtonem Kutcherem w roli tytułowej. W trakcie oglądania dotarło do mnie, że skupiając się na popularnych markach zupełnie pominąłem Apple, które przecież także było już wtedy obecne.

Przecież po raz pierwszy z Macintoshem miałem do czynienia w 1992 r. w pracowni komputerowej w szkole. W efekcie kupiłem jeden komputer, potem drugi. Były mocno zniszczone, być może wyciągnięte gdzieś z garażu, ale to mnie nie przerażało. Wymagały sporej renowacji, ale to akurat nie był dla mnie problem. Dużo trudniej było o części, które zastąpią te zużyte. Traf, albo pech chciał, że skupiłem się na tych urządzeniach, które w Polsce były praktycznie niedostępne. Z bardzo prostego powodu – trwała zimna wojna i w tamtym czasie nowinki technologiczne do Polski często nie docierały tak szybko jak obecnie i  nie tylko nie jest łatwo znaleźć takie historyczne egzemplarze, ale także i części zamienne do nich.

Trzeba je sprowadzać, a to nie jest tania zabawa. Później nawiązałem kontakt z pewnym człowiekiem, z którym – jak się ukazało – też już rozmawialiście, czyli Jackiem Łupiną. On także już wtedy kolekcjonował urządzenia Apple i ta znajomość utrzymuje się do dziś. Oczywiście w miarę możliwości, bo Jacek mieszka pod Warszawą, a ja jestem z Wrocławia.

 

– A skąd decyzja o kolekcjonowaniu komputerów Apple?

– Trudno powiedzieć, że to była jakaś jednorazowa decyzja, czy postanowienie. Po prostu kupowałem stare komputery tego producenta, szczególnie interesowały mnie te z lat 70-ych i 80-ych. Tak jak mówiłem – często są to modele uszkodzone, albo pozornie sprawne, bo można je było uruchomić, ale zbyt długo stały i po jakimś czasie się psuły, leciał z nich przysłowiowy siwy dym. Rozbierałem je, wymieniałem części, naprawiałem, lutowałem, czyściłem, robiłem wszystko co się przy nich dało zrobić, starałem się doprowadzić do stanu używalności. To moje hobby, bawiło mnie to.

Obecnie moja kolekcja zajmuje 20 mkw. Przy stumetrowym mieszkaniu może to nie wygląda to tragicznie, ale mieszkam z żoną i dwójką dzieci i czasami tych 20 metrów brakuje. Na szczęście mam wyrozumiałą żonę, choć jej cierpliwość zdaje się wyczerpywać. Ostatnio nawet teściowa – człowiek o anielskim usposobieniu pomagała mi przeszukiwać pchli targ w Moskwie w poszukiwaniu rosyjskiego klona Apple II.

 

–  A nie myślałeś o tym, żeby jak wspomniany Jacek Łupina założyć coś w rodzaju muzeum Apple?

– Zdecydowanie nie. Po pierwsze ze względu na charakter mojej pracy. Na 365 dni i nocy w roku około 200 z nich spędzam w hotelach na całym świecie. I nie są to wakacje. Tymczasem Jacek może pracować z domu i może znacznie więcej czasu poświęcać swojej kolekcji, a także na oprowadzanie gości. Ja na to nie mam czasu.

Po drugie można było o tym myśleć wcześniej i miałoby sens, gdyby nie powstało Apple Muzeum Jacka. Tymczasem powstało i dublowanie takiej instytucji nie ma sensu, tym bardziej, że służyłem i służę Jackowi pomocą techniczną. Już prędzej, jeśli nadarzy się taka możliwość, połączymy siły i będziemy coś wystawiać wspólnie. Najlepszym miejscem byłaby Warszawa, choć pojawiają się inicjatywy regionalne np. we Wrocławiu, Łodzi czy Koszalinie.

 

– Z którego eksponatu jesteś najbardziej dumny? Niekoniecznie chodzi o najdroższy.

– Jeśli chodzi taki zdobyty, to chyba Apple Lisa 2, mam nawet 2 sztuki, niestety obie wymagają remontu. Ale jest jeszcze inny model, którym chciałbym się pochwalić. Otóż w muzeum techniki w USA jest prototyp pierwszego Macintosha który zobaczył światło dzienne w 1984 r. Prototyp powstał w 1981, jest przezroczysty, widać wszystkie mechanizmy, eletronikę i sposób ich działania.

Nie można go w ogóle wypożyczyć, ani w jakikolwiek sposób ruszyć – to jedyna sztuka i jest pilnie strzeżona. Na podstawie udostępnionych przez muzeum zdjęć, a także fotek, które przysłali znajomi, oraz opierając się na własnej wiedzy i doświadczeniu sam zbudowałem takie urządzenie. Trudno je nazwać oryginalnym, ale jestem z niego dumny, bo działa i daje oglądającym dużo radości.

 

– A skąd taka cezura czasowa, że interesują Cię tylko sprzęty z lat 70 i 80-ych?

– I jeszcze z początku lat 90-ych. Pierwsze, co już mówiłem, z racji sytuacji politycznej na świecie były to urządzenia mało znane i trudno dostępne w Polsce. A ja często idę pod prąd, już tak mam. Poza tym mówienie o tym, że Steve Jobs był wizjonerem wcale nie jest jakąś bajką. Proszę zauważyć, że dzisiejsze komputery są w jakimś stopniu powtarzalne. Może mają różne kształty, coraz lepsze parametry techniczne, ale zasada działania jest zbliżona.

Tymczasem to komputer Apple można było już w 1976 r. podłączyć do telewizora i za pomocą klawiatury wydać polecenie. To był ogromny skok technologiczny, rozwiązanie które zrewolucjonizowało branżę komputerową. Potem następnym innowacyjnym rozwiązaniem było zastosowanie graficznego interfejsu (okna, ikonki) i sterowanie myszą – Apple było tu pionierem na długo przed Microsoftem – choć nie Apple jest autorem tego rozwiązania, a Xerox PARC który nie docenił tego wynalazku. Dlatego interesują mnie przede wszystkim stare rozwiązania, a nie obecne.

 

– Jak zdobywasz swoje eksponaty?

– Przede wszystkim są to aukcje. Korzystam z eBay, głównie w Europie. Bywają jednak rujnujące dla budżetu, ponieważ pozostały mi do zdobycia już coraz rzadsze i starsze urządzenia co bezpośrednio przekłada się na cenę – a chętnych z miesiąca na miesiąc jest coraz więcej. Bywają także jedno, czy dwumiesięczne zastoje, po czym trafiają się 2-3 okazje w ciągu miesiąca, gdzie aż żal nie skorzystać. Z amerykańskimi aukcjami jest inna historia. W USA można kupić bardzo fajnie i rzadko już spotykane urządzenia po bardzo dobrych cenach.

Problem w tym, że dostawa do Polski i opłaty celne to czasem drugie tyle, co sama wartość eksponatu. Z polskich serwisów aukcyjnych też korzystam, ale sporadycznie. Ceny są z kosmosu, handlarze zorientowali się, że i do Polski dotarła moda na urządzenia retro, więc próbują na tym jeszcze zarobić. W efekcie za granicą można takie same, niedziałające przecież i wymagające renowacji i kolejnych inwestycji urządzenie, kupić taniej, niż w Polsce.

 

– Na swojej stronie Appleclub informujesz, że przygotowujesz książkę. Możesz powiedzieć coś więcej?

– Tak, jestem w trakcie zbierania dokumentacji i pisania. Tematyką będą biografie mających polskie korzenie inżynierów, którzy w jakiś sposób wpłynęli na losy rozwiązań komputerowych i informatycznych. I nie chodzi mi takie pierwszoplanowe postacie, jak Steve Wozniak, czy Jack Tramiel, a właściwie Jacek Trzemiel, założyciel Commodore i Atari.

Chciałbym także przybliżyć losy postaci drugoplanowych, może już nie tak znanych, jak wcześniej wymienieni panowie. Jedną z takich osób jest Joanna Hoffman, która poza tym, że jest córką reżysera Jerzego Hoffmana była także bliską współpracowniczką Steve’a Jobsa. Jest pierwowzorem postaci granej przez Kate Winslet w innej biografii Steve’a Jobsa, tym razem pod tytułem „Steve Jobs”. Tylko w filmie postać występowała jako „dżoana”, więc nie każdy mógł skojarzyć o kogo chodzi.

Ciekawostką może być także sposób jej przygotowania. Otóż nie piszę jej w Wordzie na normalnym komputerze. Przygotowuję ją na Macintoshu z 1984 roku, ze wszystkimi tego zaletami i wadami. Łącznie z możliwością awarii urządzenia w każdej chwili, więc muszę pamiętać o zapisywaniu swojej pracy na dyskietkach. Przyznam się, że sporo jest przy tym zabawy, ale ja to lubię.

 

– Jakie plany na przyszłość?

– Mam nadzieję, że nie rozwód. Żart oczywiście, ale z racji szczupłości powierzchni swojej kolekcji na ten moment już bardzo nie powiększę. Chyba, że się pojawi możliwość umieszczenia jej w innym miejscu. Ale tu na razie nie ma konkretów. Jednak aukcje przeglądam w miarę możliwości cały czas.

 

– A z dzisiejszych urządzeń czego używasz?

– Jeśli chodzi o smartfona to iPhone’a 6S. A zaczynałem dość późno, bo moje pierwsze urządzenia to iPhone’y 4 i 4S. Na razie nie zamierzam tego zmieniać, to co mam w zupełności mi wystarczy, o wymianie na nowości nie myślę. I nie chodzi nawet o to, że są drogie, bo rzeczywiście są. Po prostu odnoszę wrażenie, że są jakby przeładowane, mają zbyt wiele niepotrzebnych i niewykorzystywanych na co dzień funkcji. Albo zresztą powiem wprost, one są przereklamowane.

Jeśli chodzi o komputer, to mam służbowy z Windowsem i po prostu muszę z niego korzystać, jak każdy pracownik na moim stanowisku w mojej korporacji. Prywatnie miałem Macboka Pro z 2013 r. ale go nie używałem, więc został sprzedany . Z żoną chętnie korzystamy np. iPadów. Jeśli chodzi o ekosystem Apple to chętnie używamy Apple TV i robimy to codziennie, zdarza się, że na zmianę. Co do zarządzania ogrzewaniem, światłem itp. to tak jak już mówiłem – zbyt często jestem poza domem, żeby się bawić w takie rzeczy.

– Dziękuję za rozmowę 

 

BIO

Paweł Wronecki – rocznik 1976, Wrocławiak - żonaty, dwóch synów 14 i 2 lata. Aktywny użytkownik komputerów od końca lat 80. Zawodowo – specjalista ds. termowizji. Prywatnie podróżnik, fan robotyki, elektroniki i automatyki. Założyciel serwisu Appleclub.pl.

Foto: Paweł Wronecki, AppleClub.pl