Home Newsy Druga rocznica śmierci Steve’a Jobsa
Druga rocznica śmierci Steve’a Jobsa
0

Druga rocznica śmierci Steve’a Jobsa

0

Wieczory, a w szczególności te spędzane w samotności zazwyczaj sprzyjają głębokiej refleksji i wspominaniu tego co za nami.
W pędzie codziennego życia i natłoku obowiązków powinno się bowiem, choćby okazjonalnie, znaleźć czas by na chwilę zwolnić tempo.
Życie jest kruche, mija szybko tak jak szybko i często na pograniczu wytrzymałości w obecnych czasach bytujemy.
Nie jesteśmy przecież rozpędzonymi maszynami, a tylko ludźmi, istotami czującymi, a i okazja ku refleksjom przypada dziś wyjątkowa.

Mijają bowiem dokładnie dwa lata od kiedy nie ma z nami Steve’a Jobsa. 5 października 2011 roku odszedł człowiek wyjątkowy i złożony zarazem.
W pewnym sensie artysta, wizjoner, marzyciel stawiający własne cele, nawet te najbardziej górnolotne na piedestał i twardą ręką je realizujący.
Krok po kroku, na przekór przeciwnościom losu doszedł do miejsca, o którym wielu z nas może tylko śnić.

Czy było łatwo?
Nigdy nie jest łatwo ale łatwiej, gdy ma się wokół wspaniałych ludzi.
Takich też miał Steve. Załogę fachowców łamiących sobie umysł, by w rezultacie zmaterializować niezwykłą wizję człowieka, który wskrzesił Apple.


Człowiek z pasją do perfekcyjnych maszyn, widzący świat inaczej, nie idący przez życie wytyczonymi wcześniej kanonami.
Buntownik, rewolucjonista i zawadiaka, troszkę też egoista.
Któż jednak z nas nie posiada swojego drugiego i wstydliwego ja, któż nie jest troszkę samolubem z koszykiem paru, skrywanych pod wiekiem niedoskonałości.

Nie ma sensu przytaczać scen z życia byłego CEO kalifornijskiej firmy, każdy zainteresowany ma bowiem biografię opanowaną do perfekcji.
Dwa lata temu jednak odszedł duch Apple, osobistość widząca nas, konsumentów w przyszłości, ze sprzętem, o którym zaczną dopiero pisać portale technologiczne.
Tego z pewnością nie da się wskrzesić.
Apple żyje dziś nieco innym życiem, bardziej przewidywalnym, mniej zaskakującym, a przez to nie tak rewolucyjnym.

Cóż nawet twórcy czyniący na ziemskim padole cuda nie są pozbawieni słabości. Choroba z jaką Steve Jobs walczył od lat nie miała i dla niego litości.
Zabrała go bezpowrotnie i choć dla wielu był to człowiek prywatnie obcy, to mimo to wyczuwalna po dziś dzień jest jakaś magiczna, nieprzerwana więź.
Z pewnością też gdzieś tam w domowym zaciszu, pod klawiszem, czy szklanym ekranem jabłkowych urządzeń tli się jeszcze duch Steve’a, jego nieśmiertelna cząstka.

Krzysztof Rozengarten Jestem tu, bo lubię :-)

SKOMENTUJ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *