AirPods – po miesiącu użytkowania
Apple znane jest od lat z uskuteczniania doskonałej polityki marketingowej, której niekwestionowanym mistrzem za życia był Steve Jobs. Czekając na pierwsze bezprzewodowe słuchawki markowane logo firmy z Cupertino nie raz pomyślałem o tym widząc jak data premiery gadżetu, który chciałbym posiadać jest wciąż przesuwna. Pomyślałem, że może Apple podgrzewa emocje i podsyca opóźnieniem premiery słuchawek ich pożądanie wśród klienteli.
Plotki o problemach z produkcją, synchronizacją dźwięku budziły moje zażenowanie niemal od listopada lecz zupełnie przypadkiem gdzieś w grudniu przeglądając timeline Twittera spostrzegłem wpis sugerujący ich debiut w sprzedaży. Szybka reakcja i w efekcie zakup zaowocował faktem, że mam je u siebie już od blisko miesiąca i zdążyłem je przetestować na wiele sposobów.
Kurier w drzwiach i drżące ręce
Tak było. Kiedy paczka ze spodziewanym ładunkiem znalazła się u drzwi miałem przyspieszone bicie serca i drżące dłonie. Momentu odzierania paczki z papieru i taśm wybaczcie nie pamiętam. Byłem w amoku. Pamiętam za to oryginalne pudełko. Jak zwykle klasy premium. Wewnątrz instrukcje, etui znane mi ze zdjęć i filmików na YouTube skrywające przedmiot moich westchnień i dodatki. Są nimi oczywiście przewód Lightning i … powietrze :-). Ładowarki tu nie znajdziecie ale bez obaw – pasuje ta od iPhone’a.

Słuchawki bajeczne, magiczne, fantastyczne – tak kusiło mnie Apple
Tak właśnie Apple promuje swój produkt. Bajeczny, zajefajny, innowacyjny. Nie ukrywam, że to właśnie te slogany przyprawiły mnie o szybsze bicie serca i decyzję o zakupie w ciemno. Pamietam jaką przepaść stanowiły słuchawki dołączane niegdyś do iPodów, a późniejszymi EarPods. Szczerze pisząc byłem zdumiony jakością dźwięku, a różnicę względem poprzedników dało się wyczuć wręcz namacalnie. EarPods były krokiem milowym w brzmieniu ścieżki audio i zauważyło to wiele osób. Tu jest kolejny krok na przód ale o tym w dalszej części tekstu.

Wygląd każdy zna, a jak jest z noszeniem?
Nie sposób przejść obojętnie obok designu pierwszych, bezprzewodowych słuchawek sygnowanych logo Apple. Budzą one pod tym kątem kontrowersje, a dla niektórych są nawet powodem drwin. Brak przewodu łączącego jedną słuchawkę z drugą oraz ich sposób ułożenia w uchu sprawia, że wiele osób boi się o to, że podczas użytkowania zgubią jedną z nich. Apple co prawda stara się rozwiązać ów problem ofertą, dzięki której można dokupić w razie potrzeby jedną słuchawkę w cenie 49 USD. Marne to jednak pocieszenie dla pechowca.

Tym ostatnim trudno się stać w przypadku opisanym wyżej, bowiem trzeba się faktycznie natrudzić aby słuchawka wypadła z ucha. O fakcie tym zdążyło już zapewnić wiele osób w tym sam Tim Cook. Poza tym wyjęcie jednej słuchawki z małżowiny usznej automatycznie wstrzymuje odsłuch audio, co można uznać za pewną formę zabezpieczenia. Samoczynne pauzowanie muzyki z pewnością wzbudzi naszą czujność, a przynajmniej powinno.
https://www.youtube.com/watch?v=CvVvwh3BRq8
Słuchawki testuję już od blisko miesiąca w różnych warunkach i ani razu AirPods nie wypadły mi z uszu.
Słuchawki sprzedawane są wraz z etui będącym zarazem powerbankiem. Posiada ono wieczko zamykane na magnez oraz magnetyczne zakończenia doków, w których spoczywają „pchełki”. Takie rozwiązanie zapewnia nie tylko wygodę w transporcie ale również prostotę w wyjmowaniu i wkładaniu akcesorium. Magnes sprawia, że AirPods stabilnie ulokowane są wewnątrz etui i nie wypadną z niego w sposób niekontrolowany. Design? Etui słuchawek już dawno zostało okrzyknięte opakowaniem do nici dentystycznej, choć te skojarzenia same nasuwają się do głowy kiedy spojrzy się na wzornictwo tej części zestawu.

Warto dodać, że etui wewnątrz posiada wbudowaną diodę informującą właściciela słuchawek o poziomie naładowania baterii całego zestawu. W zależności od sytuacji lampka pali się na zielono albo pomarańczowo. Stan akumulatora można też szybko skontrolować z poziomu iPhone’a, czy to w Centrum Sterowania, czy z poziomu widżetu. Informację tę znajdziemy również na ekranie zegarka Apple Watch.
Bezprzewodowe pełną gębą
AirPods są niebywale proste w obsłudze i w odróżnieniu od bezprzewodowych słuchawek konkurencji nie wymagają grzebania w ustawieniach Bluetooth. Parowanie z iPhone’m to kwestia otwarcia wieczka etui i zatwierdzenia komunikatu wyświetlanego na ekranie iPhone’a. Ta czynność również dzięki usłudze iCloud sprawi, że słuchawki od razu skonfigurują się także pod inne urządzenia użytkownika dopisane do konta w chmurze i ekosystemu Apple. Mało tego nie trzeba pamiętać o ich rozłączaniu z urządzeniem, z którego przestajemy korzystać i podłączaniu do sprzętu, przy którym właśnie siadamy. AirPods przełączają się inteligentnie.

Inteligentnie też, dzięki wbudowanemu chipowi W1 reagują na wyjęcie jednej ze słuchawek z ucha. Wówczas odtwarzana właśnie muzyka jest pauzowana, a odgrywany film wstrzymywany (nie wszystkie jednak aplikacje zewnętrznych deweloperów wspierają tę funkcję). Warto dodać, że nie jest wymagane korzystanie z dwóch słuchawek naraz. Wystarczy jedna z nich do prowadzenia rozmów, bo o słuchaniu muzyki nie warto tu chyba wspominać ze względu na dyskomfort, choć jest to możliwe.
Każda z pchełek czuła jest także na dotyk palca. Podwójne dotknięcie środkowej części obudowy z zewnątrz uruchamia dopisaną funkcję. W ustawieniach iPhone’a można określić, czy w tym momencie ma włączyć się asystent głosowy Siri, czy uruchomić opcja pauzowania i wznawiania odtwarzania muzyki lub wideo.

Zdecydowanie brak tutaj takich funkcji jak sterowanie natężeniem głośności, czy przewijania utworów w tył lub przód. Mam nadzieję, że Apple wyjdzie potrzebom konsumenta naprzeciw i wyda stosowną aktualizację.
Niemniej jednak czuć i bez tego magię AirPods, o której Apple wspomina przy każdej nadarzającej się okazji.
Bo słuchawki muszą jakoś brzmieć
Nie uważam się za audiofila, czyli człowieka o nadzwyczajnym słuchu, który w cyfrowych plikach audio widzi zło, a na sprzęt do odsłuchu jest w stanie wydać jednorazowo kilka pensji przeciętnego Kowalskiego. Mam swoje własne wytyczne dotyczące brzmienia czy to głośników, czy słuchawek, choć nie ukrywam, że z daleka omijam tanie, niskobudżetowe propozycje grajków jakich multum na rynku.
W przypadku brzemienia AirPods nie liczyłem na coś więcej, co zaoferowały już przewodowe EarPods. Już wówczas pasmo przenoszenia dźwięków i ich odwzorowanie pasowały mi do tego stopnia, że ze słuchawek korzystałem nagminnie. AirPods brzmią ciut lepiej, co bardzo mnie zaskoczyło. Różnica jednak nie jest znacząca.

W przeciągu blisko miesiąca użytkowania AirPods odsłuchiwałem różne gatunki muzyczne. W każdym z przypadków, czy był to ciężki rock, muzyka filmowa, czy elektroniczna obfitująca w tony niskie czułem, że odnajdują się one w każdym z klimatów. Można napisać, że AirPods są po prostu uniwersalne. Nie jest to może wysoki kaliber brzmienia ale przeważająca część użytkowników powinna być zadowolona z tego, co oferuje produkt Apple pod kątem audio. Pod tym względem są one poprawne i to chyba najlepsze określenie ich możliwości. Muszę dodać, że równie świetnie ogląda się filmy mając w uszach jabłkowe grajki, a nic nie plącze się wokół rąk.
Podsumowanie, czyli kupić, czy nie
W przypadku AirPods na niekorzyść może wpływać cena jaką Apple sobie za nie życzy. To jednak też kwestia dyskusyjna. Użytkownik płaci za technologię, innowacyjność w postaci chipa W1 i prostotę korzystania. Ergonomię, której brak u konkurencji. Wykonanie jest nienaganne, choć za 799 zł użytkownik otrzymuje produkt plastikowy, co niektórzy mogą uznać za niedorzeczność. Plastik jednak jest wysokiej jakości, ten sam, który znamy z wcześniejszych słuchawek od Apple.
Niestety AirPods przez to nie trzyma się pewnie w rękach, powierzchnia obudowy jest śliska i trzeba uważać. Osobiście nie rozstaję się z AirPods ani na krok. Produkt ten daje mnóstwo swobody, o której nie można mówić w przypadku przewodowych słuchawek, a także tworów konkurencji bez kabla.

Szkoda też, że Apple nie pomyślało o różnych wariantach kolorystycznych swojego produktu. Rozumiem legendę białych słuchawek z czasów świetności iPoda ale ten rozdział mamy już za sobą. Firma wprowadziła śmiało na rynek iPhone’a, czy MacBooka w kolorze różowego złota, więc czemu nie mogę kupić słuchawek w kolorze Space Grey, czy czarnym? Chciałbym mieć taki wybór.
Ogromnym plusem jest za to kwestia żywotności baterii. W duecie z etui często używane słuchawki nie będą wymagały od użytkownika pamiętania o ciągłej potrzebie zabierania zasilacza.
Reasumując ciężko mi doradzić, czy warto nabyć AirPods. Każdy z nas inaczej postrzega przydatność konkretnego produktu, a cena 799 zł za słuchawki u wielu wywołuje wytrzeszcz oczu. Jeśli jednak cenicie sobie swobodę, prostotę obsługi, a jednocześnie nie wymagacie jakości dźwięku charakterystycznego dla sprzętu audio z wysokiej półki, to AirPods powinny wywołać u Was uśmiech zachwytu na twarzy.
PS.
Jak pokazuje recenzja Michała w odniesieniu do moich kilkudziesięciu zdań słuchawki AirPods budzą skrajne emocje. Michał po testach wystawił swoją parę w serwisie aukcyjnym, ja noszę je zawsze przy sobie.









