Home Newsy Recenzja B&O PLAY by Bang & Olufsen Beolit 17 – najnowszy produkt Bang & Olufsen już w naszych rękach!
  Previous Video Nowy iPhone z technologią AR
  Next Video iPhone 8 - masowa produkcja dopiero we wrześniu

Recenzja B&O PLAY by Bang & Olufsen Beolit 17 – najnowszy produkt Bang & Olufsen już w naszych rękach!

0

Duński producent ma taką pozycję na rynku audio, że samą zapowiedzią nowego produktu elektryzuje fanów. W momencie, gdy otrzymałem głośnik Beolit 17 w sieci nie można było o nim jeszcze znaleźć nic, a dystrybutor, który go dla nas załatwił do testów jeszcze na długo przed oficjalną premierą, założył nam embargo na publikację do momentu publicznej prezentacji. Jesteśmy więc pierwsi w Polsce, którzy mogą o tym urządzeniu powiedzieć coś więcej i to na podstawie dłuższego czasu z nim spędzonego… Nomenklatura dla osób nieznających nazewnictwa i produktów Bang & Olufsen, siedemnastka przy nazwie nowego Beolita, szczególnie przy obecności modelu 12 i 15 może być myląca i błędnie sugerować, jak to bywa w przypadku innych producentów różne wielkości tego modelu głośnika. Nic bardziej mylnego.

Beolit 17 nie jest największym przedstawicielem produktu, a jego najbardziej zaawansowaną, a przy okazji najnowszą generacją. Modelu Beolit 12 mogliśmy posłuchać w 2012 roku. Piętnastka pojawiła się w 2015. Drogą dedukcji zapewne już zrozumieliście, że nowa Beolit uzyskał oznaczenie 17 za sprawą roku jego premiery. Aktualnego roku.

Jeżeli spodziewaliście się czegoś zupełnie innego, ekstrawaganckiego i nietuzinkowego, czego po Bang & Olufsen w zasadzie naturalnie można by było się spodziewać, to niestety możecie się nieco rozczarować. Model Beolit to powoli klasyka w portfolio linii produktów Play. Z klasyką jest ten problem, że nie lubi zmian. Toteż w przypadku „siedemnastki” nie znajdziemy ich zbyt wiele z zewnątrz.

Bryła, a nawet wzornictwo głośnika pozostały bez zmian. Mi Beolit przypomina średniej wielkości donicę na kwiatka. Innym, szczególnie płci pięknej może kojarzyć się z kosmetyczką albo koszykiem na zakupy. Kobiecy pierwiastek w designie tego głośnika nie jest zresztą przypadkiem. Za projekt Beolita od modelu 12 odpowiada kobieta, a dokładnie znana duńska designerka Cecile Manz. B&O zresztą w swoich marketingowych materiałach dość mocno nawiązuję w kierunku kobiecego odbiorcy tego produktu.

Jakość wykonania głośnika jest na najwyższym poziomie. Do budowy użyto tu anodyzowanego aluminium, licowanej naturalnej skóry czy wysokiej jakości tworzywo sztuczne.

Zmiany względem poprzednika

Na pierwszy rzut oka, nowy Beolit nie różni się w zasadzie niczym od dwóch swoich poprzednich modeli. Dopiero po zwróceniu uwagi na szczegóły i oczywiście na specyfikację można zauważyć, że w głośniku zaszło całe spektrum zmian na lepsze.

Poprzednia generacje pojawiły się na rynku w czasie niewielkiej popularności „muzyki z powietrza”. Królowało podłączanie smartfonów za pomocą przewodów przez kabel 30 pinowy czy złącze JACK. Dzisiaj, gdy w smartfonach instalowane są energooszczędne chipy Bluetooth LE, powszechne jest strumieniowanie dźwięku za pomocą WiFi (AirPlay/DLNA/Google Cast), nikt już nie myśli o jakichkolwiek wtyczkach USB. Toteż złącze USB zniknęło z obudowy Beolita 17.

Podobnie jak zniknęła pomysłowa, ale jednak mająca niewiele wspólnego z purystycznym podejściem do projektowania klapka kryjąca miejsce na masywny przewód zasilania i wtyk zasilania.

Zastąpiło go złącze w standardzie USB typu C. W przypadku produktu Bang & Olufsen mieliśmy już z nim do czynienia podczas recenzowania świetnego mobilnego głośnika B&O BEOPLAY A1. Niewielka wtyczka jest niemal niezauważalna, a pozwala na dostarczenie prądu o mocy 45W, dzięki czemu głośnik można naładować szybko, bez konieczności używania nieporęcznego przewodu.

Zmiany zaszły także w panelu sterowania. Klawisze pozostały w tym samym miejscu czyli w górnej podstawie siedemnastki. Dzięki zmianom w sterowniku głośnika, udało się dodać funkcje znaną z innych nowych produktów Bang’a, czyli klawisz one-touch, za pomocą którego możemy jednym naciśnięciem nawiązać połączenie z ostatnim źródłem dźwięku i uruchomić odtwarzacz na utworze, na którym ostatnio się zatrzymaliśmy, tym samym mogąc szybko powrócić do wcześniej zakończonego odsłuchu odtwarzanego albumu.

Ponadto aplikacja Beolit ma oferować możliwość tworzenia własnych list, które również będzie można uruchamiać za pomocą one-touch. Tego niestety sprawdzić nam się nie udało, gdyż w chwili gdy głośnik był testowany, w AppStore nie była dostępna aktualna aplikacja, która pozwalałaby obsługiwać Beolita 17 ;-).

Co w środku?

Brak konieczności wygospodarowania miejsca na przewód starego typu w obudowie Beolita pozwolił na przeprojektowanie jego wnętrza, co nie pozostało bez znaczenia dla akustyki głośnika. Poprzednie Beolity, choć osobiście nie miałem okazji słyszeć żadnego, były chwalone za dobrej jakości dźwięk.

Poprzedni motel głównie za to, że wprowadzono w nim technologię True360, dzięki której dźwięk pomimo klasycznego rozmieszczenia przetworników we frontowej części obudowy, pozwalał na generowanie dźwięku przestrzennego, słyszalnego w niemal niezmienionej postaci w dowolnym miejscu pomieszczenia, w którym stoi.

Za dźwięk w tym głośniku odpowiadają trzy tweetery o średnicy 1.5 cala oraz jeden duży 5.5 calowy głośnik niskotonowy. Całość wspierana jest dwoma 4 calowymi pasywnymi radiatorami basowymi. Przetworniki napędzają dwa 35 watowe wzmacniacze klasy D. Oferowane pasmo przenoszenia zamyka się w zakresie 37Hz-20kHz

Komunikacja

Zabrakło złącza USB w tradycyjnym wydaniu, które można by było wykorzystać do podłączenia źródła dźwięku np. iPada czy iPhone’a. W zamian jest złącze USB typu C, które jak wspominałem służy do naładowania wbudowanego akumulatora – potężnego i dość ciężkiego (cały głośnik waży 2.7 kg, a naładowanie baterii trwa 2.5h). USB-C można jednak wykorzystać także do naładowania naszego telefonu.

Do podłączenia źródła dźwięku służą dwie drogi – przewodowa w formie wbudowanego gniazdka JACK 3.5mm oraz bezprzewodowa w postaci komunikacji Bluetooth w wersji 4.2. W przypadku komunikacji bezprzewodowej głośnik Beolit 17 można połączyć z innym i stworzyć sobie przyjemne stereo. Do zarządzania głośnikiem używamy aplikacji Beoplay.

Jak to gra?

Beolit 17 nie jest wielkim głośnikiem. Jego gabaryty mimo sporej masy są nieduże i wynoszą 230 x 189 x 135 mm. Tym bardziej biorąc pod uwagę jego wielkość, głośnik zaskakuje głębią i mocą reprodukowanego dźwięku. Według specyfikacji urządzenie zapewnia 2 x 120 W mocy (szczytowa). Głośnik jest głośny.

Potrafi wypełnić dźwiękiem naprawdę niemałe pomieszczenia. Jego mocne zejścia w kierunku tonów niskich potrafią poruszyć meblami, a szklane drzwi czy spore okna pod ciśnieniem dźwięku zadrżeć. Natomiast lekkość i donośność górnych partii wydaje się być taka czysta i naturalna.

Wysoka jakość reprodukowanego dźwięku to to główny atut tej konstrukcji. Zapewne wspomaga to także oferowany kodek apt-X, pozwalający przesyłać dźwięk bezprzewodowo w bezstratnej jakości, porównywalnej do tej, jaką uzyskujemy z  płyty kompaktowej. Niestety iPhone czy iPad apt-X nie wspierają, jednak komputery Mac już tak, a podczas testów to głównie z iMaciem Beolit 17 był sparowany.

Co do przestrzenności dźwięku i szerokości oferowanej sceny nie mam większych zastrzeżeń, choć nazwanie „technologii” True360 w odniesieniu do dźwięku dookólnego jest w przypadku tego urządzenia niemałym nadużyciem. Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że jeżeli przetworniki są zainstalowane z przodu urządzenia, to stając z tyłu za nim, dźwięk nie będzie tak samo słyszany, jak w chwili gdy nakierujemy front Beolita w naszą stronę.

Uważam natomiast, że mimo niewielkich rozmiarów, B&O udało się zrobić kawał dobrej roboty w kwestii szerokości strumienia dźwięku. Słuchając ulubionych utworów zupełnie nie zwróciłem uwagi na to, że dźwięk wydobywa się z jednego punktu jakim był głośnik. A to już sporo przy tak niewielkich odległościach między przetwornikami.

Podsumowując

BEOPLAY Beolit 17 to nowy produkty, dostosowany do aktualnych technologicznych trendów. Gra świetnie. Wygląda… kwestia gustu. Może się podobać choć nie wszystkim. Natomiast oferowany dźwięk powinien się spodobać każdemu.

Nie jest to jednak głośnik, który warto kupić, jeżeli mamy już w domu starszego Beolita. Różnice mimo wszystko są nieznaczne.

Wymiana starszego modelu na nowszy, za który musimy zapłacić ponad 2 tysiące złotych nie ma sensu, nawet biorąc pod uwagę nieco lepsze parametry akustyczne. Natomiast jeżeli nie macie żadnego dobrego głośnika mobilnego i wysoka cena nie jest dla Was przeszkodą, to Beolit 17 za wybór odwdzięczy się Wam świetnej jakości dźwiękiem i pracą na baterii nawet przez okrągłą dobę!

Głośnik BEOPLAY Beolit 17 do recenzji dostarczyła firma Horn.eu

 

Recenzja B&O PLAY by Bang & Olufsen Beolit 17 – najnowszy produkt Bang & Olufsen już w naszych rękach!  

ZaletyWady

Zalety

  • Ponadczasowy design
  • Wysokiej jakości materiały użyte do budowy
  • Wydajna bateria oferująca 24h pracy
  • Bardzo dobrej jakości dźwięk z silnym basem i wyraźną górą
  • Możliwość ładowania urządzenia z baterii głośnika

Wady

  • Cena
  • True360 to jednak bardziej marketingowa zagrywka niż prawda
  • Dość ciężki, aby go nosić ze sobą
Oceny
  • Jakość/Cena
  • Oferowany dźwięk
  • Czas pracy na baterii
Michał Gruszka Właściciel AppleMobile.pl, dziennikarz magazynu Mobility, były redaktor naczelny iStyle Magazine - pierwszego w Polsce magazynu dla fanów APPLE. Na co dzień serwisuję Wasz iPhone'y, iPad'y i iPody.