MacBook Pro z Touch Bar – przewrotna recenzja jabłkowego laptopa

MacBook Pro z Touch Bar – przewrotna recenzja jabłkowego laptopa

MacBook Pro z Touch Bar – przewrotna recenzja jabłkowego laptopa

0

Pierwsze MacBooki Pro z panelem dotykowym Touch Bar pojawiły się na rynku w 2016 roku. Jak na sprzęt można rzec szmat czasu wstecz. Technologia w segmencie urządzeń elektronicznych już nie kłusa, a galopuje z roku na rok niosąc nowe rozwiązania i tylko wytrwali w tym pędzie dosiądą nazwijmy to tego czystej krwi ogiera. Ja przyglądałem się tym innowacyjnym poniekąd komputerom przenośnym od Apple od jakiegoś czasu.

Bywając w iSpot zawsze musiałem „pomacać” Touch Bar patrząc jak reaguje on na opcje wywołane przez kolejne aplikacje uruchomione w systemie. Z łzą w oku, zważywszy na cenę sprzętu, śledziłem ten wabik na klienta. Przynętę, którą i ja po pewnym czasie, szarpiąc się chciałem jakoś zdjąć z haczyka.

Apple mnie złowiło, choć grubą rybą siebie bym nie nazwał. Jestem raczej przeciętnym użytkownikiem, który stara się z różnym skutkiem ważyć decyzje o nabyciu nowych urządzeń.

Niestety komputer szczycący się dotykowym panelem do tanich nie należy, nawet jeśli rozważyć standardowy, mój obecny wariant – ekran 13 cali, 256 GB pamięci na dane użytkownika. Co więcej przeciętny Iksiński zakupując jabłkowego laptopa użytkuje go conajmniej cztery lata. Ja dałem złapać się w grubą sieć po blisko roku korzystania z MacBooka z ekranem 12 cali datowanym w produkcji na 2015 rok. Rezultat – posiadam laptopa Pro z Touch Bar z zeszłego roku i jestem jego drugim właścicielem.

Usprawiedliwiam się

Chcę w tym miejscu zaznaczyć, iż nie zdarzyło mi się nigdy nabyć komputera fabrycznie nowego. Zawsze był to sprzęt z drugiej, co najwyżej trzeciej ręki licząc od dnia pierworodnego zakupu komputera od Apple w ogóle. Najpierw biały, plastikowy MacBook, potem MacBook Air pierwszej generacji, następnie MacBook Pro z połowy 2010, który trwał przy mnie chyba najdłużej znosząc trudy bytu w Anglii, a po nim spontanicznie pojawił się, innowacyjny wówczas Macbook z ekranem 12 cali. Był znakomity, smukły, a do moich codziennych zajęć nadawał się idealnie. Rekompensował też w zupełności decyzję o rezygnacji z iPada. Cienki, ultra przenośny, niczym tablet i laptop w jednym.

Do czasu, aż nie ujrzałem modelu Pro z małą innowacją, czyli panelem dotykowym Touch Bar. Ogromnym plusem w moich oczach w przypadku tego komputera jest też obecność czytnika linii papilarnych, który znacznie usprawnia pracę, gdzie wymagany jest dostęp do danych z użyciem haseł. Nie jest to jednak jedyny czynnik, który zaważył na mojej decyzji o zakupie. Spodobała mi się bowiem również bryła tego laptopa. Smukła, a przy tym minimalistyczna, piękna w swojej prostocie. Czynniki techniczne nie brały tu jednak żadnego udziału.

Z czym mamy do czynienia

Nie jestem wymagającym użytkownikiem, a komputer zaprzęgam zazwyczaj do prac lekkich, nie obciążających zanadto procesora. Mowa głównie o redagowaniu tekstów, przeglądaniu sieci oraz okolicznościowo prostej obróbce zdjęć. Nie jestem też graczem i rzadko zdarza mi się oddawać tej rozrywce w środowisku systemu stacjonarnego. Wybór kolejnego jabłkowego laptopa zatem miałem dość mocno uproszczony. Ofiarą padła standardowa i najtańsza wersja MacBooka Pro z Touch Bar w kolorze gwiezdnej szarości.

Nie chcę tutaj rozwodzić się nad wnętrznościami tego sprzętu, bo zainteresowani czytelnicy zajrzą sobie na [stronę Apple], gdzie do woli rozkoszować się będą cyferkami i ich analizą w odniesieniu do własnych potrzeb sprzętowych. Postanowiłem w tym miejscu spisać moje wrażenia z użytkowania tego komputera, a więc rzeczy, które mi się podobają i te, które nie przypadły mi do gustu. Zdaję sobie również sprawę, że od czasu debiutu MacBooka Pro z Touch Bar w sieci pojawiło się już całe mnóstwo recenzji i co trzeba zaznaczyć w bliskiej 100 % frekwencji pozytywnych. Moje odczucia zatem nie będą mocno odbiegać od utartego już schematu.

MacBook Pro z Touch Bar pozostaje wierny swojej bryle, która od lat poddawana jest jedynie lekkiemu liftingowi. Jest ona na tyle charakterystyczna, że rozpoznać ją można z daleka. Proste, ciosane wręcz, kanciaste boki obudowy z zaokrąglonymi rogami w tym modelu zostały dość mocno odchudzone. Laptop posiada jedynie półtora centymetra grubości, a jego waga w odniesieniu do poprzednich modeli jest można rzec piórkowa. Niespełna półtorej kilograma w torbie na laptopa nie odczuje nawet mocno wychudzony użytkownik stroniący od dźwigania.

Logo już się nie mieni

Wraz z debiutem MacBooka o przekątnej ekranu 12 cali Apple przestało podświetlać logo firmy umiejscowione na zewnętrznej stronie pokrywy ekranu. Ta część urządzenia wygląda teraz jak żywcem przeniesiona z rozwiązania znanego z iPada ale mi ten zabieg nie przeszkadza. Znam jednak osoby narzekające na ten stan rzeczy, które uzasadniają swoją reklamację tym, iż podświetlone logo przez lata było znakiem rozpoznawczym jabłkowych laptopów, a element ten zdążył już na dobre wpisać się w popkulturę.

Pierwsze zauważalne nowości

Pierwszym elementem, który rzuca się w oczy kiedy MacBook Pro posiada uchyloną pokrywę jest ogromnych rozmiarów gładzik Trackpad. Przyznam, że szybko się do niego przyzwyczaiłem, a rzut oka na starsze modele jabłkowych laptopów, czy nawet wersję z ekranem 12 cali rodzi myśli jak moglem wcześniej pracować na tak małych powierzchniach. Co ciekawe podczas pisania opierając nadgarstki na obudowie laptopa i częściowo na gładziku nie wywołamy niepożądanych działań. Spokojnie zatem można macać Trackpad, a nic nieoczekiwanie nie wyskoczy nam na ekranie komputera. Ten element konstrukcji tradycyjnie już wspiera funkcję 3D Touch reagującą na siłę nacisku ludzkiego palca.

Klawiatura MacBooka oparta jest o mechanizm motylkowy drugiej generacji, czyli ten ulepszony względem mojego wcześniejszego urządzenia MacBooka z ekranem 12 cali z 2015 roku. Charakteryzuje się ona wyczuwalnym większym skokiem klawisza, co jak się okazuje w praktycznym użyciu jest dla mnie wygodniejsze. Miałem okazję znów na chwilę wrócić do MacBooka 12 cali i reakcja była pełna pesymizmu dla tego ostatniego. Większy skok klawiszy jednak wiąże się tu konkretnie z jedną przypadłością. Praca klawiszy jest głośna, znacznie bardziej niż w modelu porównywanym przeze mnie.

Częściej też przytrafiało mi się blokowanie klawiszy na skutek dostania się drobin w szczeliny. Przypadłość ta znana mi jest z poprzednika, choć zdarzała się rzadziej. Czasem przyznam irytuje mnie to. Rozwiązaniem problemu jest odwrócenie MacBooka klawiszami do dołu i porządne wydmuchanie intruzów ustnie lub z użyciem gumowej gruszki. Apple musi nad tym popracować.

Touch Bar

Mam wrażenie, że Apple po wprowadzeniu panelu dotykowego do swoich laptopów z linii Pro rozdmuchało temat po czym zajęło się czymś innym. Panel ułatwia życie, choć starsi użytkownicy spokojnie zastąpią go skrótami klawiszowymi. Oczywiście widzę komfort w użytkowaniu tego novum, ot choćby w rzadszym błądzeniu kursorem po menu aplikacji. Zauważam jednak, że rozwiązanie Touch Bar póki co nie jest prężnie rozwijane. Apple dało odpowiednie API dla deweloperów ale brak mi w tym miejscu dodawania kolejnych ciekawych opcji przez samego autora pomysłu.

Chciałbym aby ten element konstrukcji w przyszłości mógł wyświetlać podstawowe informacje systemowe takie jak stan baterii, czy lokalny czas, a w dodatku by następowało to również w stanie uśpienia Touch Bar. Życzyłbym sobie także wsparcia dla wyświetlania bieżących danych związanych z pogodą, czy choćby newsami z kanałów RSS. Lista pomysłów jest znacznie dłuższa ale tłumiona przez stan faktyczny, czyli brak rozwijania możliwości Touch Bar przez Apple.

Panel świetnie sprawdza się jednak podczas oglądania filmów, gdzie wyświetla, w zależności od aplikacji oczywiście, czas do zakończenia projekcji oraz pasek postępu wraz z kadrami. Mimo upływu miesięcy nie przyzwyczaiłem się do Touch Bar na tyle bardzo bym zrezygnował z klawiszowych skrótów, a to o czymś świadczy. Jest to dla mnie narzędzie dodatkowe, z którego korzystam codziennie lecz nie nałogowo.

Płyta główna padła po czterech miesiącach

Zdaję sobie sprawę, że w tym tekście więcej jest negatywów niż pozytywów, więc dołożę tych pierwszych. Kupiłem komputer z drugiej ręki jednak wydałem na niego podwójną pensję Kowalskiego. Wiecie już z akapitów wyżej jak korzystam z komputera. Teraz wyobraźcie sobie, że po czerech miesiącach siada wam kompletnie płyta główna, a komputer jest bezużyteczny tak bardzo, że nadaje się do śmieci.

To przykre doświadczenie sprawiło, iż po raz pierwszy w mojej długoletniej przygodzie z Apple wieszałem na firmie psy. Jak to możliwe, że sprzęt kosztujący 9000 zł przy zwykłym użytkowaniu umiera raptem po paru miesiącach. Oczywiście trafiłem po prostu na wadę fabryczną i zdarza się to nie tylko mnie ale w pamięci jednak pozostał niesmak.

Na szczęście mamy taką usługę jak gwarancja i płyta główna została bez problemu i za darmo wymieniona w serwisie iSpot.

Podsumowanie

Czy zatem polecam ten sprzęt mając takie, a nie inne spostrzeżenia napiętnowane traumatycznym doświadczeniem. Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Bez wątpienia jednak jest to sprzęt godny uwagi, jak przystało na jabłkowego laptopa solidny, piękny i szybki. Posiada naprawdę dobre i głośno brzmiące głośniki, cztery porty, co właścicielowi wcześniejszego MacBooka z ekranem 12 cali i jednym portem jawić się będzie jako prawdziwy raj.

Pozostaje jednak kwestia wysokiej ceny, która z pewnością odstraszy niejednego potencjalnego nabywcę i ukierunkuje go na tańszego MacBooka z ekranem 12 cali lub model Air nadal będący w ofercie. Ja jednak nie żałuję wyboru i nie zmieniłbym MacBooka Pro z Touch Bar na żaden inny model, no chyba że na odsłonę z 15 calowym ekranem.

 

MacBook Pro z Touch Bar – przewrotna recenzja jabłkowego laptopa

ZaletyWady

Zalety

  • Ładny design
  • Szybkość działania
  • Solidna konstrukcja
  • Cztery porty
  • Wysoki skok klawisza klawiatury
  • Dobre jak na laptopa głośniki

Wady

  • Wysoka cena
  • Ślimaczo rozwijane funkcje Touch Bar
Oceny
  • Jakość wykonania
  • Wygoda użytkowania
  • Cena
Krzysztof Rozengarten Jestem tu, bo lubię :-)