Bowers&Wilkins PX – recenzja pierwszych inteligentnych słuchawek brytyjskiego producenta

Bowers&Wilkins PX – recenzja pierwszych inteligentnych słuchawek brytyjskiego producenta

Bowers&Wilkins PX – recenzja pierwszych inteligentnych słuchawek brytyjskiego producenta

0

Nie tak dawno roztkliwiałem się w testach sprzętu zachwalając niemal każdy aspekt dotyczący użytkowania słuchawek Bang&Olufsen H4. Minimalistyczna, surowa można wręcz rzec konstrukcja tego duńskiego produktu oraz jego brzmienie przyprawiały mnie o szybsze bicie serca. Wreszcie znalazłem słuchawki dla siebie – padło zdanie wieńczące recenzję. Niestety po raz kolejny potwierdza się moja niesłowność w byciu wiernym jednej parze słuchawek. Cóż uwielbiam tego typu gadżety, wśród których mam już swoich faworytów w znaczeniu marek. Lubię więc zapoznać się z ich wciąż uaktualnianą ofertą, co więcej robię to wręcz maniakalnie.

Problem w tym, że kolejne modele raz, że oferują znacznie więcej, to jeszcze bywają droższe cenowo, a ja nie posiadam portfela bez dna. Jeśli już wpadnie mi coś w ręce w ramach testów i zawróci mi głowę, to zazwyczaj gorączkowo sprawdzam stan konta licząc na to, iż za moment wykonam przelew, a bohater recenzji zostanie u mnie na dłużej. Pójdę z torbami, bo właśnie zakochałem się w kolejnej parze słuchawek.

Marki Bowers&Wilkins nie trzeba było mi przestawiać. Znam ją z licznych produktów, a jeden z nich, słuchawki nauszne P5 nosiłem dumnie przez wiele lat na głowie. Swoją drogą to chyba mój najdłuższy romans z jakim miałem do tej pory do czynienia, jeśli chodzi o słuchawki oczywiście.

Od tamtego czasu pojawił się już następca, a nawet kolejny wspierający technologię bezprzewodowego przesyłania dźwięku. Światło dzienne ujrzał też prawdziwy potwór, czyli kosztujący 4000 zł model P9 Signature stworzony na 50-cio lecie istnienia tej brytyjskiej marki. Ten ostatni będzie miał wiele wspólnego z bohaterem niniejszej recenzji, czyli słuchawkami Bowers&Wilkins PX.

Pudełko, zawartość, czyli co kupujemy

Przywykłem już do schludnego pakowania produktów marki B&W. Sztywne, sporych rozmiarów kartonowe pudełko wzbogacone wizerunkiem głównej zawartości to już jej znak rozpoznawczy, wliczając w to zapach jaki unosi się w pokoju zaraz po otwarciu wieka.

Mogę śmiało napisać, iż jeszcze przed otwarciem mamy wrażenie obcowania w towarem wysokiej jakości, klasy premium. Osoby, które tak jak ja miały już kontakt z wyrobami takich marek jak B&W lub B&O wiedzą zapewne o czym mówię. Podoba mi się, że producenci drogich gadżetów przykładają się równolegle do ich prezencji jeszcze przed wyjęciem z pudełka. Dzięki temu odpakowywanie ma swój niezapomniany urok, coś jak rytuał, którego przebieg pamięta się latami.

Wewnątrz kartonika znajdziemy zestaw niezbędny do użytkowania słuchawek. Niewielkim mankamentem jest tylko brak dedykowanego zasilacza do ładowania akumulatora. Obecnie jednak wielu producentów nie zaprząta sobie nim głowy, a cała praktyka stała się już chyba czymś powszednim. Z drugiej strony patrząc założę się, że w niejednym domu zasilacze rozmaitej maści walają się po szufladach, więc z jego zdobyciem nie będzie najmniejszego problemu.

W kartonie obok słuchawek Bowers&Wilkins PX znajduje się jeszcze miękkie, materiałowe, pikowane etui zamykane na magnez, wewnątrz którego doszukamy się też małej kieszonki na przewody. Tych w zestawie znajdziemy dwie sztuki. Jeden z nich służy do ładowania wbudowanej w słuchawki baterii, zaś drugi (kabel audio) do tradycyjnego, czyli przewodowego połączenia z urządzeniem. Na samym dnie nie zabrakło również krótkiej instrukcji obsługi i dokumentacji.

Konstrukcja PX

Wszystkie słuchawki Bowers&Wilkins jakie do tej pory ujrzały światło dzienne mają w swoim wyglądzie coś charakterystycznego, co wyróżnia te produkty od tworów konkurencji. Można napisać, iż brytyjska firma audio ma swój unikalny styl, którym zresztą zaraziła mnie już dawno. Jeszcze w czasach użytkowania modelu P5 byłem pod wrażeniem ich designu, który nawet po latach potrafił zaskakiwać, po prostu nie starzał się. Elementem rzucającym się w oczy są oczywiście eliptyczne nauszniki, których kształt stał się podpisem marki i cechą wyróżniającą słuchawki na tle konkurencji. Design jest naprawdę wyszukany, a zdjęcia nie są w stanie oddać tych słów.

Model PX dostępny jest w dwóch wariantach kolorystycznych, z których mi przypadł do gustu ciemno szary. W ofercie znajdziecie jednak jeszcze odsłonę niebiesko złotą. Bohater tej recenzji posiada konstrukcję nauszną, zamkniętą, co oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze ucho użytkownika w całości skryte jest w muszli słuchawki, po drugie zaś taka budowa pociąga za sobą wzrost gabarytów całego sprzętu. Faktycznie w porównaniu do modelu P5 sprzed lat rozrost konstrukcji w obecnie użytkowanej przeze mnie odsłonie słuchawek jest odczuwalny. Podobnie zresztą jak waga. Słuchawki PX są ciężkie w porównaniu do moich poprzednich „kochanek” jednak ostatecznie ciężar nie wadzi w wygodnym ich użytkowaniu.

Konstrukcja nośna słuchawek wykonana jest z wysokiej jakości aluminium, podobnie jak pokrywy przetworników, na których wytłoczono również nazwę marki. Co ciekawe w mojej wersji kolorystycznej te elementy zostały pofarbowane na kolor ciemno szary, który znakomicie komponuje się z jabłkowymi urządzeniami w odcieniu kosmicznej szarości.

Regulowany pałąk od części zewnętrznej jak i obie muszle na wierzchniej powierzchni obszyte są odpornym na złe traktowanie nylonem balistycznym charakteryzującym się największa ilością splotów włókien. Takie wykończenie ma zapewnić trwałość całego zestawu. Nie zbrakło w nim również wysokiej jakości skóry, która znalazła swoje miejsce na wewnętrznej stronie pałąka oraz w gąbkach muszli. Pod nią w obu tych miejscach zaimplementowano również specjalną piankę zapamiętującą kształt głowy i małżowiny usznej, dzięki czemu słuchawki z czasem będą coraz lepiej leżeć na swoim miejscu podczas słuchania muzyki. Co ciekawe gąbki obu muszli są mocowane na magnez, a więc nie będzie problemu z ich wymianą jeśli w ogóle zajdzie taka potrzeba.

Ciekawie też wygląda odprowadzenie przewodów od jednej i drugiej słuchawki, które choć widoczne z zewnątrz zabezpieczone są w specjalnych żłobieniach pałąka. Wygląda to naprawdę bardzo efektownie. Całą bezprzewodową konstrukcję trzeba też jakoś obsłużyć, a dedykowane są temu specjalne przyciski. Każdy z nich znajduje się na prawej, tylnej, bocznej części słuchawki. Doszukamy się tam przycisków sterowania natężeniem dźwięku, odtwarzaniem i odbieraniem rozmów telefonicznych, główny włącznik urządzenia oraz przełącznik aktywujący tryb redukcji hałasu otoczenia ANC), w który został wyposażony ten akurat model słuchawek.

W tej części konstrukcji znalazły się także gniazdo USB typu C do ładowania akumulatora oraz port audio mini jack do tradycyjnego połączenia słuchawek z urządzeniem, mikrofon do prowadzenia rozmów telefonicznych, a także dioda informująca o stanie pracy urządzenia.

Cała konstrukcja składa się też na płasko, więc nie będzie problemu z jej transportowaniem w torbie.

Brzmienie, praktyka

We wstępie do tej recenzji nadmieniłem, że flagowy model słuchawek marki B&W, czyli P9 Signature będzie miał w tym tekście jakieś znaczenie. Okazuje się bowiem, że dokładnie te same przetworniki znalazły się pod obudową modelu PX, a to z pewnością znajdzie swoje ujście w brzmieniu bohatera tego wpisu. 40 milimetrowe głośniki zostały umieszczone pod pewnym kątem w stosunku do ucha, by doznania ze słuchania były jeszcze lepsze.

Już odsłona P5 zrobiła na mnie wrażenie czystością dźwięku, a więc brakiem jego podkolorowywania. Co powiecie na to, że tu jest jeszcze lepiej? Dźwięk nie jest w żaden sposób przesterowany, choć odpowiednie tony kiedy powinny pokazują swój pazur. Słuchawki grają całym pasmem. Scena jest słyszalna w całości z najmniejszymi nawet szczegółami i to niezależnie, czy właśnie rozbrzmiewa muzyka klasyczna, ciężki rock, czy hip hop. Jeśli jednak z jakiś przyczyn brzmienie jest dla Was za surowe możecie skorzystać z trzech ustawień w dedykowanej aplikacji, którą dla systemów iOS oraz Android można pobrać za darmo. Jej menu pozwoli także na dobranie odpowiednich ustawień funkcji Voice Pass-trough, która przepuszcza głos ludzki z otoczenia. Przydaje się to w momencie korzystania ze słuchawek choćby w biurze.

Jak już wspomniałem to pierwsze słuchawki firmy B&W wyposażone w tryb redukcji hałasu otoczenia. System ANC jednak często w rozwiązaniach konkurencji daje o sobie znać negatywnie znacznie obniżając jakość dźwięku. Muszę przyznać, że brytyjskiej firmie udało się uporać z tym problemem na tyle dobrze, że dyskomfort jest praktycznie niezauważalny. Jakość dźwięku nieznacznie spada sprawiając wrażenie lekkiego przytłumienia jednak nie przeszkadza to w ostatecznym rozrachunku.

Bowers&Wilkins PX ma jeszcze jednego asa w rękawie. Jest nim zestaw czujników umieszczonych wewnątrz obudowy, które czuwają nad automatycznym wstrzymywaniem i wznawianiem odtwarzania. Dzieje się tak jeśli tylko uchylimy muszlę, czy ściągniemy słuchawki z głowy. Wówczas odsłuch zostanie wstrzymany, a wznowiony będzie jeśli tylko słuchawki znów znajdą się na głowie. Warto dodać, że bohater tej recenzji sam zadba o wyłączenie. Jeśli aktywny zostanie pozostawiony na biurku po pewnym czasie nieużytkowania sam odłączy zasilanie z baterii.

Podsumowanie

W kwestii tej ostatniej, czyli akumulatora producent zapewnia 22 godziny pracy. Przyznam, że nie było dane mi tej informacji zweryfikować jednak bateria starcza na długo nawet przy aktywnym trybie ANC, który dodatkowo zużywa energię. Ciężko tu się do czegoś przyczepić. Jeśli miałbym być malkontentem pewnie wytknął bym kilka rzeczy. Wśród nich znalazłoby się umiejscowienie przycisków. Zdarzyło mi się bowiem naciskać je niekontrolowanie kiedy zakładałem i układałem słuchawki na głowie. Ciężar gadżetu też po pewnym czasie może powodować ból w górnej części głowy, gdzie opiera się pałąk. W praktyce po kilku dniach użytkowania okazało się, iż wystarczy precyzyjniej wyregulować pałąk. Dyskomfort jednak zanotowałem.

Ogólnie jednak mamy tu do czynienia z pięknym, dobrze brzmiącym i praktycznym produktem. Towarem dopracowanym w każdym, nawet najmniejszym detalu. Zarówno użyte materiały jak i ponadczasowy design, brzmienie oraz płynąca z tych cech radość powinny całkowicie zrekompensować dość spory wydatek. Słuchawki Bowers&Wilkins PX bowiem wyceniono w polskich realiach na 1799 zł. To dużo jak na słuchawki jednak trzeba pamiętać, że kupujemy towar luksusowy, który posłuży nam przez lata dając wiele radości.

W kwestii kochanek. PX ma ogromną szansę na pobicie rekordu przetrwania w związku, który najdłuższym był w przypadku wspomnianego już modelu P5. Nie sposób nie zakochać się w tych słuchawkach niemal za każdym razem kiedy obejmiemy je naszym wzrokiem. Z doświadczenia wiem, że zauroczenie wyglądem często mija po pewnym czasie. Tu ma szansę na odradzanie się. Czy jestem zachwycony? TAK.

 

Bowers&Wilkins PX – recenzja pierwszych inteligentnych słuchawek brytyjskiego producenta

ZaletyWady

Zalety

  • Wysoka jakość wykonania
  • Znakomite brzmienie
  • Bogaty zestaw sprzedażowy
  • Automatyczne wznawianie i pauzowanie muzyki
  • Redukcja hałasów

Wady

  • Dla malkontentów wysoka cena
Oceny
  • Jakość wykonania
  • Brzmienie
  • Cena
Krzysztof Rozengarten Jestem tu, bo lubię :-)